Fotograficznie, Z życia Azylu

Bajeczna

7 listopada 2014

Bajeczna ma ok 3-4 tygodni. Mieści się na dłoni. Dzisiaj wieczorem przyjechała do nas z Poznania – jako odpadek z hurtowni zoologicznej. Wszystko wskazuje na to, że u Bajecznej mamy do czynienia z ropniem penetrującym w głąb jamy brzusznej. Przy dotyku wyczuwalne jest duże zgrubienie tkanek. Chciałabym bardzo, aby nasze przypuszczenia się nie potwierdziły i aby ropień utrzymywał się tylko w tkankach podskórnych. Jeśli nie, z doświadczenia wiemy, że mogło dojść do przerzutów na narządy wewnętrzne – ropa u królika jest jak najgorszy nowotwór złośliwy.

IMG_2007.JPG IMG_2021.JPG IMG_2025.JPG

 Jutro rano zabieram Bajeczną do doc.

Response code is 404

Poza tym na froncie bez większych zmian. Jutro napiszę więcej.

9 komentarzy

  • Odpowiedź Vanessa H 12 listopada 2014 at 14:20

    The 3rd picture down is just precious. How beautiful and how horrible someone could let this baby suffer in such a manner. I’m glad to hear that surgery was done and I hope this little angel heals and gets better soon and most importantly gets into a home with someone that loves and will take care of this bunny!

    Vanessa

  • Odpowiedź Janka (po_sąsiedzku) 8 listopada 2014 at 13:43

    Przerażające jest, że w XXI wieku istnieją takie „instytucje” jak hurtownie zoologiczne z żywymi zwierzętami, a zbrodnią za równo oddawanie jak i przyjmowanie 3-4 tyg królików 🙁

    • Odpowiedź mimi 8 listopada 2014 at 13:56

      Istnieją też przemysłowy chów i ubój zwierząt, fermy futerkowe, testowanie chemicznych substancji za zwierzętach w laboratoriach, fabryki w Chinach produkujące angorę gdzie z królików na żywca zdziera się sierść…mam wrażenie, że wraz z „postępem” los i traktowanie zwierząt są coraz bardziej okrutne, a formy dręczenia i zadawania bólu zwierzętom do wyboru do koloru:(

    • Odpowiedź siemka 8 listopada 2014 at 20:16

      Dla mnie przerażające nie są hurtownie. Przerażający jest człowiek, który w XXI wieku zakochał się w miniaturowych zwierzętach. W hurtowniach często nie znają się na gatunkach, zwierzę to tylko kolejny produkt na sprzedaż spośród kilkuset tysięcy innych. Ale skądś się biorą ludzie którzy im te zwierzęta sprzedają, którzy je rozmnożyli i mają wiedzę i świadomość co się stanie z tak małym królikiem który musi zostać przemielony przez hurtownię/ sklep/ nowy dom. Wie że taki królik jeszcze trochę pociągnie, wystarczająco długo żeby jakiś pusty człowiek zachwycił się MALEŃKIM króliczkiem, który idealnie wpasuje się do maleńkiego mieszkania ( bzdura, taki mały potrzebuje klatki 100cm, przecież nie urośnie!), bo i faktycznie, nie urośnie, nie zdąży. Jeśli padnie w sklepie/ hurtowni to też plus, bo przywiezie się kolejnego, mamy więc ciągły popyt. Dla mnie to jest przerażające, ta totalna bezkarność osób które masowo rozmnażają zwierzęta bo z ich śmierci czerpią ogromne zyski.

  • Odpowiedź magda 8 listopada 2014 at 12:00

    Jezu nie potrafię zrozumieć jak można tak traktować zwierzęta i doprowadzić do takiego stanu.

  • Odpowiedź waldi poznański 8 listopada 2014 at 01:02

    Właśnie skąd się biorą te ropnie?Stale o nich słychać dość często u waszych podopiecznych azylu czasem przewlekłe leczenie i się ciągnie długo a ten króliczek jest jeszcze mały pewnie go to boli cyt: „ropa u królika jest jak najgorszy nowotwór złośliwy”no właśnie trudno się leczy i dlaczego takie podatne są biedne króliki a nie np. psy?Pewnie człowiek coś zawinił kolejny mały pacjent w azylu biedna jest dusza królicza.

    • Odpowiedź Katarzyna Azyl dla Królików 8 listopada 2014 at 13:14

      Już tłumaczę. Otóż królikom brak jest enzymu, który „upłynnia” martwe komórki z bakteriami, więc przy stanach zapalnych ropa przybiera formę pasty do zębów. Przez to ropnia nie można po prostu naciąć, oczyścić, podać antybiotyku i po sprawie, jak u psów czy ludzi. Taka gęsta królicza ropa łatwo penetruje okoliczne tkanki i kości (a wżerając się w kość także tam zostawia bakterie, które jest ekstremalnie trudno usunąć), a zawarte w niej bakterie mogą przenosić się drogą krwionośną do innych narządów powodując przerzuty odległe do płuc, wątroby, nerek, otrzewnej (takie przerzuty to niestety najgorszy z możliwych scenariuszy). Króliki nie chorują praktycznie na nowotwory (ma to związek z ich roślinną dietą oraz bardzo szybkim metabolizmem), ale dla „wyrównania rachunku” otrzymały właśnie ropnie.

      • Odpowiedź waldi poznański 8 listopada 2014 at 19:56

        Czyli rozumiem najmniejsza taka zmiana natychmiast do weterynarza żeby nie dotarło do mózgu np.(jak u fuji) no i pewno czas namnażania jest błyskawiczny ale szukam czegoś optymistycznego nawet w najgorszej chorobie.Na szczęście przy dobrej opiece normalnie tak często nie chorują.Mam trzy i jest ok!A wcale nie latam co tydzień do weta,ale często słyszę nie biorę królika bo stale chorują ale to nie jest wcale tak raczej wymagają ciągłego obserwowania na nie.Dzięki

  • Odpowiedź ewelina i nateczka 7 listopada 2014 at 22:19

    Śliczne maleństwo. Życzymy najlepszego scenariusza z możliwych.
    Podziwiam Wasza prace. Miesiąc przed adopcja Natki trafiłam na Waszego bloga i śledzę go codziennie… Jesteście silne i bardzo wytrwale. Kiedy wracam do domu po kilkunastu godz pracy i nie mam sily na nic innego, jak tylko miziaczki dla Natki, wchodzę na bloga i widzę wpis… Szacunek. Dziękuję za pomoc jaką niesiecie Królisiom…
    Dzięki Wam dziewczyny mam teraz moje Natkowe szczęście

  • Napisz komentarz

    *