Z życia Azylu

Środa (31.05.2017 r.)

31 maja 2017

Polly odeszła w poniedziałek wieczorem.

W poniedziałek rano źle się czuła. W nocy nic nie zjadła, nie było też żadnych bobków. Patrzyłam na Polly i wiedziałam, co to znaczy. Czasami po prostu „wiemy”.

DSC07132.JPG

Wieczorem zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie u Polly laparotomii. Liczyłam się z tym, że odejdzie w trakcie zabiegu, ale to była jedyna szansa. Wbrew wszystkiemu Polly przeżyła zabieg. Była już przytomna. Odeszła kilka godzin po zabiegu. Chwilę przed naszym wyjściem z gabinetu, doktor raz jeszcze osłuchał Polly. Jej serce biło, oddech był stabilny. Kiedy doktor odłożył stetoskop, Polly uniosła do góry głowę, chwilę potem serce się zatrzymało.

Podczas zabiegu doktor usunął 3 guzy nowotworowe – złośliwe mięsaki. Podczas sekcji okazało się, że Polly była w środku bardzo silnie otłuszczona – jelita były tak otłuszczone, że nie było szansy na zachowanie prawidłowej perystaltyki jelit, nerki, serce, wszystko. Wątroba była całkowicie zniszczona – roztrzaskana, krwawiła. Mimo że już pierwszego dnia wprowadziliśmy u Polly ornipural, nie było szansy na jej odbudowanie. W połączeniu z nowotworem złośliwym i postępującym szybko niedowładem to było już zbyt wiele. Organizm Polly przestał walczyć. Była zbyt wyniszczona.

Po zabiegu, gdy Polly się wybudzała, zajęłam się jej sierścią. Usunęłam wszystkie kołtuny, oczyściłam okolice odbytu. Polly była w końcu taka czysta, zadbana. Wtedy w mojej głowie pojawiła się taka myśl, nadzieja – sprzeczna z logiką, że może jednak się uda, może paraliż nie będzie postępował i dostaniemy jeszcze trochę czasu, ale stało się inaczej…

1 Komentarz

  • Odpowiedź andrea 1 czerwca 2017 at 10:01

    Żal ślicznej królinki… Żegnaj mała Polly :-(`

  • Napisz komentarz

    *