Fotograficznie, Z życia Azylu

Środa (31.08.2016 r.)

31 sierpnia 2016

Dzisiaj rano stan małej Pragi – jednego z maluchów odebranych podczas interwencji, był krytyczny. Wczoraj jej zachowanie nie budziło zastrzeżeń, a rano znaleźliśmy ją umierającą – była wiotka, nie mogła podnieść się na łapkach, nie przełykała. Znamy już ten schemat – gwałtowne osłabienie, spadek temperatury, organizm zaatakowały przez ostrą infekcję (najprawdopodobniej wirusową) nie próbuje walczyć. Termofor, płyny, leki – kilka godzin później Praga zachowywała się tak, jakby nic się nie stało. Zrobiła ładne, duże bobki, zaczęła jeść. W tej chwili jej stan jest stabilny.

To teraz nasza codzienność. Przykład Pragi doskonale obrazuje to, co dzieje się z królikami z agroturystyki. Wszystko wskazuje na to, że u Pragi mieliśmy do czynienia z ostrym stanem zapalnym układu oddechowego. Gdyby nie udało się tego zatrzymać, podczas sekcji zobaczylibyśmy pewnie przekrwione płuca i tchawicę…Nie wiem, co przyniosą najbliższe godziny, ale dla Pragi już wydarzył się cud. Dla niej, dla Larsa, dla Swena, dla Tildy…Każdego dnia będziemy o nie walczyć, chociaż to nie będzie równa walka.

Spójrzcie na te zdjęcia Pragi zrobione na przestrzeni kilku godzin.

IMG_0638.JPG

IMG_0644.JPG

IMG_0652.JPG

Na pierwszym czuła się już lepiej – ręcznik pomagał jej utrzymać pozycję siedzącą. Teraz kiedy do niej podchodzą, staje na łapkach i sprawdza czy coś dla niej mam.

Razem z Pragą, do grupy dużego ryzyka zakwalifikowaliśmy dzisiaj malutką Wenecję (biały król na poniższym zdjęciu). Jej zachowanie również odróżniało się od zachowania jej rodzeństwa. Była zbyt spokojna. Nie podobał mi się jej mokry pyszczek. Okazało się,że ma obniżoną temperaturę. Kiedy włożyłam ją do transportera, zrobiła kilka mikroskopijnych bobków. W tym przypadku to jelita dały o sobie znać.

IMG_0686.JPG

Za nami kolejny dzień, kilka godzin podawania zastrzyków (ok 200 zastrzyków…) i obserwacji każdego z królików. Patrzymy jak oddychają, czy reagują na świeże siano/zioła, czy nie mają powiększonych brzuchów. Wieczorem było ok, jedzą, kręcą się po klatkach, robią bobki, ale nie wiemy jak będzie rano. Przed nami tygodnie balansowania na granicy.

Marsylia

Obserwuję ją od kilku dni. Je, robi bobki, w tej chwili nie kaszle, podczas wizyty u doktora nie wyszło nic nadzwyczajnego, ale coś jest nie tak.

Patrzę na nią i mam wrażenie, że coś ją od środka zabija.

IMG_0658.JPG

Tak wygląda teraz nasza rzeczywistość…

U większości interwencyjnych królików zaczęliśmy już terapię odpornościową. Jutro wybiorę grupę królików, które zostaną zawenflonowane. U części lydium będzie podawanie dożylnie. Zamówiliśmy też 3 ampułki interferonu, najsilniejszego leku odpornościowego, który zastosujemy u najsłabszych.

Momentami wydaje się, że powinnyśmy usiąść i się rozpłakać. Boimy się co przyniosą kolejne godziny, dni, żyjemy w ciągłym poczuciu zagrożenia, ale tutaj nie ma miejsca na histerię. Musimy działać i walczyć.

Barcelona

IMG_0654.JPG

Tak jak wspomniałam, stan Larsa, Tildy, a także Swena poprawił się.

Lars rozkręcił się. Je, robi bobki. Jest aktywny. Kiedy na niego patrzę, aż trudno mi w to uwierzyć…

Swen wciąż ma zaburzenia równowagi, ale przybrał na wadze, nie ma oczopląsu, nie skanuje już tak często jak to się zdarzało (o jego stanie zdrowia pisałam w piątek, a doktor potwierdził, że mamy do czynienia z encephalitozoonozą – wzdęcie jelit było dodatkiem).

Swen

DSC07666.JPG

Tilda dzisiaj rano miała czkawkę, wciąż zdarza jej się kaszleć, ale jelitowo jej stan jest już bez porównania lepszy.

Rasmus póki co bez zmian. Je, bobkuje, ale ruchowo nic się nie zmieniło.

Rasmus

DSC07668.JPG

Jutro walczymy u doc.

Stan Ateny nie zmienia się. Niestety nie mamy dla Was dobrych wiadomości. Na wykonanym wczoraj zdjęciu RTG widać u Ateny dziwne zmiany/nacieki na tchawicy. Są to ropnie albo przerzuty nowotworowe…Atena walczy już od wielu miesięcy. Jest źle, ale mimo wszystko razem z Gają walczą. Tworzą niesamowity duet, a my robimy wszystko, żeby jak najdłużej mogły być razem…

Na jutro przełożyliśmy zabieg Kordonka. Od zeszłego tygodnia schudł. Je, ropień nie powiększa się w szybkim tempie, ale jest wyraźny.

Martwi nas stan naszej Makalu, która kilka tygodni temu przeszła zabieg usunięcia guzów nowotworowych macicy. Niestety podczas badania palpacyjnego w jamie brzusznej doktor wyczuł niepokojącą zmianę. Przed nami USG, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że jest to zmiana nowotworowa. Poza tym Makalu wydala dużo moczu. Wykonane u niej wczoraj badanie krwi wykluczyło niewydolność nerek, ale wskazało na wyraźnie podwyższone wyniki wątrobowe (Makalu ma już za sobą serię ornipuralu) i zbyt niski poziom krwinek czerwonych.

Dodatkowo oko Makalu zaczęło znowu mocno łzawić. Na RTG głowy (wykonanym wczoraj) nie ma dramatu, ale zęby nadają się przynajmniej do korekty, jeśli nie do ekstrakcji.

IMG_0665.JPG

W ostatnich dniach nie miałam, kiedy o tym napisać, ale cały czas walczymy też na froncie adopcyjnym. Mamy za sobą kilka ważnych spotkań.

Do nowych domów w Toruniu trafiły dwa maluchy interwencyjnej Sawy – Missouri, Nil oraz Wilia.

Do domu tymczasowego w Bydgoszczy mała Amnestia od interwencyjnej Sentencji.

Szczęście uśmiechnęło się również do Stelli, która wczoraj pojechała do domu stałego w Bydgoszczy.

Opiekę nad Sentencją i jej maluchami wczoraj objęła nasza Małgosia : * Jutro do domu tymczasowego (królestwa ziół w uszatkowie) trafi Orinoko.

Dziękujemy, że jesteście z nami.

Dziękujemy za kolejne dary – nie mam dzisiaj ich zdjęć, ale w tym tygodniu otrzymaliśmy kolejne paczki, w tym jedną odebrałam dzisiaj z paczkomatu.

Dziękujemy też naszym wolontariuszom. Tylko razem damy radę to przetrwać.

 Duszek

z nim zawsze jest jakoś lżej…

FullSizeRender.jpg

 cdn.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

*