Fotograficznie, Z życia Azylu

Niedziela (24.07.2016 r.)

24 lipca 2016

Nie przypuszczałam, że w taki sposób zacznie się dzisiejszy wpis.

Wieczorem odszedł od nas Ralf. Jeszcze rano zjadł rodi, powoli, ale zjadł. Popołudniu jego stan zaczął się jednak pogarszać. Był coraz słabszy, nie chciał przełykać rodi, nie podobał mi się jego oddech. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. 15 minut wcześniej jeszcze miał siłę biec, potem dostał podskórne płyn, a chwilę później po prostu położył się. Oddychał, dość szybko, głęboko, ale nie było z nim już kontaktu. Nie mogłam nic zrobić, mogłam tylko przy nim być.

Jutro wykonamy sekcję zwłok. Nie wiem co się wydarzyło. Kilka dni temu odstawiliśmy u niego antybiotyk. Czuł się świetnie. Nie kichał, a długo walczyliśmy u niego z ropnym katarem. Kiedy trafił do nas wiosną z Viggo był wychudzony, zaświerzbiony, miał katar. Potem wyszedł na prostą. Być może tylko pozornie. W tym tygodniu codziennie spędzał z Viggo czas na wybiegu i do piątku, kiedy zobaczyłam, że ma lekko przechyloną głowę, jego zachowanie nie budziło zastrzeżeń…Być może miał jakieś wewnętrzne ropnie, które uaktywniły się po odstawieniu antybiotyku…? Czekam na odpowiedź.

DSC05472.JPG

Ludzie często myślą, że nas śmierć nie boli. Ostatnio w poczekalni u doktora powiedziano mi wprost, że dla mnie to bez różnicy czy pod moją opiekę trafi kolejny umierający królik – przecież ja się do tego przyzwyczaiłam. Ile razy słyszałyśmy, że śmierć azylowych królików boli mniej niż tych „domowych”. Nie, nie boli mniej, tylko my nie mamy wyjścia. Ich śmierć nie jest mniej ważna, nie jest mniej bolesna, bo nie były „czyjeś”. Były nasze, tylko nie liczy się to, co my czujemy, tylko to, co trzeba zrobić, bo każdy dzień to walka o zdrowie i życie królików znajdujących się pod naszą opiekę. To ciągłe czuwanie, ciągły lęk, czy nie wydarzy się coś złego. To konieczność działania bez względu na wszystko, a nasze łzy, rozgoryczenie, zmęczenie po prostu odkładamy na bok, co nie znaczy, że tego wszystkiego nie doświadczamy. Wręcz przeciwnie. Staramy się oswajać śmierć, nie uciekamy przed nią – nie odwracamy wzroku, kiedy się zbliża, a kiedy przychodzi nie powtarzamy, że wszystko straciło sens, tylko brniemy w to dalej, ale nie czujemy mniej niż inni. Szkoda, że wielu osobom tak trudno jest to pojąć.

Nie, nie jestem z kamienia tylko dlatego, że po śmierci Ralfa pierwsza rzecz, o której musiałam pomyśleć to, gdzie przechować jego ciało do jutrzejszej sekcji w 30 st. upał albo dlatego, że jutro nie będę płakać, chociaż wiem, że bardzo wygodnie jest tak właśnie myśleć.

***

Orinoko

DSC03171.JPG DSC03193.JPG DSC03207.JPG DSC03161.JPG DSC03149.JPG

 Jukon

DSC03220.JPG

Ganges

DSC03191.JPG DSC03199.JPG DSC03200.JPG

Sentencja z maluchami

wspólny posiłek

Orinoko

mimo swojej niepełnosprawności jest bardzo dzielna

Ganges

nasz świr

i jego omyk

cdn.

8 komentarzy

  • Odpowiedź Joak 25 lipca 2016 at 20:20

    ha ha ha zacznę od końca … co on robi tym omykiem 😀 majta jak pies :DDDDD

    Rodzinka przeurocza i widzę, że nawet takie maluszki już mają czasem żółte stopy a ja się dziwię, że mój stary 6 latek jest zażółcony na łapach.

    Ralfa żal, jak każdego innego królika. Żal też osób które tak myślą i komentują, że śmierć Was nie rusza. To tak jakby zarzucić znieczulicę pracownikom hospicjów. Tam też codziennie ktoś umiera ale to nie znaczy, że personel tych śmierci nie przeżywa.

  • Odpowiedź Martyna 25 lipca 2016 at 15:43

    Myślę, że ludzie, którzy wypowiadają takie słowa nie mają większego pojęcia o życiu, a już na pewno o poświęceniu, codziennej walce i wiążącym się z tym cierpieniem. Nie jest to ich usprawiedliwienie…Na szczęście więcej jest osób, które doceniają Waszą pracę i codzienny trud. Kicaj szczęśliwy za TM piękny Ralfiku

  • Odpowiedź Ninka 25 lipca 2016 at 09:05

    To jest taka postawa: nie mogę iść do schroniska, nie mogę prowadzić domu tymczasowego, nie mogę zaopiekować się chorym zwierzęciem… i jeszcze sto innych „nie mogę”, bo przecież jestem zbyt delikatna(y), zbyt wrażliwa(y), za bardzo by mnie to bolało… więc wynika z tego, że niech sobie chorują i umierają beze mnie, niech się nimi zajmą jakieś „gruboskórne” osoby, po których to spłynie jak woda po gęsi.
    Tacy ludzie w ogóle nic nie rozumieją. Nie dociera do nich fakt, że Wasza działalność to właśnie wynik głębokiej wrażliwości i empatii, że wymaga od Was nie tylko odwagi, ale wręcz heroizmu, że codzienne zmaganie się z chorobą, a często ze śmiercią to nie zabawa. Należałoby spytać, czy taka osoba nie zechciałaby Wam pomóc w Azylu – pewnie nie, bo jest na to „zbyt wrażliwa”.
    Róbmy tyle, na ile nas stać, ale zanim kogoś ocenimy, zastanówmy się dobrze, bo takie bezmyślne oceny bardzo ranią….
    Przesyłam uściski serdeczne.

  • Odpowiedź Joac 25 lipca 2016 at 08:57

    Bardzo mi przykro z powodu Ralfa 🙁 Naprawdę, dużo bezmyślności trzeba, by powiedzieć/pomyśleć, że osoby, które całe życie podporządkowują ratowaniu zwierząt, nie cierpią z powodu ich odejścia. Dla mnie fakt, że nie dajecie się smutkowi i rozpaczy, bo wiecie, że trzeba działać dla tych królików, które zostały, jest bohaterstwem. Pozdrawiam Was ciepło <3

  • Odpowiedź Malwin 24 lipca 2016 at 23:15

    Bardzo mi przykro… Ja sama dwa tygodnie temu stracilam mojego Stefanka i z koleji slysze „to kroliczek, nie pies” i też przez wiele innych zyciowych wydarzen po prostu nie mam kiedy nad Nim plakac. Kroliczki to wspaniale zwierzaki, podziwiam Was za sile i wytrwalosc i że potraficie dac uczucie kazdemu Maluchowi.

  • Odpowiedź otka_a 24 lipca 2016 at 22:59

    To bardzo przykre, że niektórzy tak uważają… Ja wiem, że każda śmierć, czy to naszego zwierzaka, czy jakiegokolwiek bezdomnego któremu próbowało się pomóc, boli tak samo. Czasem te „niczyje” bolą dużo bardziej…
    Olu, trzymaj się mocno :*

  • Odpowiedź MartuchaP 24 lipca 2016 at 22:56

    Wiele razy widziałam Olę po stracie 'Azylowych' uszu i nie dam sobie wmówić że Jej to nie obeszło, albo że było Jej łatwiej. To totalna bzdura! Ja po każdym poście o odejściu królika zastanawiam się jak dziewczyny dają radę, ile znowu łez wyleją. Za każdym razem jest trudno, bez względu na to czy to królik domowy czy Azylowy, bo jak się kocha zwierzęta to każda śmierć uszaka jest ciosem. Trzymajcie się Kochane :-*

  • Napisz komentarz

    *