Fotograficznie, Z życia Azylu

Czwartek (28.07.2016 r.)

28 lipca 2016

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak cudowne musi być życie człowieka, którego omijają wszelkie problemy – finansowe, rodzinne, zdrowotne?

Jak to jest kiedy nie obchodzi się Świąt, urodzin czy też Sylwestra, gdy nigdy nie wraca się z pracy sfrustrowanym, kiedy nie odczuwa się potrzeby odpoczynku (przecież wakacyjny wyjazd to strata czasu i pieniędzy), a planu dnia nie zakłóci nigdy żadne niespodziewane zdarzenie? Jak to jest być szczęśliwym „właścicielem” zwierzęcia, które nie choruje (ewentualnie choruje wtedy, kiedy to wpisuje się w grafik), nie brudzi (idealny królik nie powinien wydalać moczu, nie powinien robić bobków i powinien pachnieć najnowszym zapachem Chanel No. 5) i oczywiście niczego nie niszczy? Jak to jest robić w życiu przede wszystkim to, co jest dla nas wygodne? Byle by tylko się nie wychylić i nie wymagać od siebie odrobinę więcej niż minimum? Jak to jest nie szanować pracy innych i myśleć wyłącznie o sobie –  o przepraszam, ewentualnie o swojej wrażliwości?

Nie wiem jak to jest. Niewątpliwie większości osób, które przeczyta ten wpis też tego nie wie.

Wiem, że w życiu zdarzają się sytuacje ekstremalne. Na przestrzeni wielu lat naszej działalności zdarzyło się kilka takich sytuacji, które mogłyśmy zrozumieć. Przede wszystkim w tych nielicznych przypadkach już po oddaniu królików do Azylu, ich byli opiekunowie nadal interesowali się ich losem i w miarę swoich możliwości wspierali Azyl. Tylko, żeby zachować się w taki sposób trzeba wyjść poza to minimum, o którym wspomniałam. Trzeba dać coś z siebie. Coś więcej niż wyimaginowaną wrażliwość, o szacunku dla innych (tych szczęściarzy, których życie to utopia) nie wspomnę.

Najgorsze jest to, że często zawodzą ludzie, po których nigdy byśmy się tego nie spodziewali. Pojawia się problem i koniec. Jeden telefon, mail i ten problem staje się naszym problemem. Zawsze istnieje jakiś powód, a przecież my ze wszystkim sobie poradzimy? Co to dla nas? My ten problem rozwiążemy. Tak, to prawda, bo żadna z nas nie spojrzałaby w lustro, gdyby okazało się, że jedyne co potrafimy zrobić, to zadzwonić i powiedzieć – w czwartek odwiozę królika (wiem, marudzę, przecież od wtorku wieczorem jest całe 1,5 doby, żeby znaleźć dla niego nowy dom) albo nie mogę z nimi wytrzymać, zdemolowały pokój, myślałam, że będą mniejsze. Co za pech.

Ola świetnie to dzisiaj podsumowała. Po kimś, kto wyrzucił Haftkę na parking nie można spodziewać się niczego dobrego. Słowo patologia to najdelikatniejsze określenie, którego można w takiej sytuacji użyć.  Dużo gorsi się jednak Ci, po których nie spodziewalibyśmy się niczego złego. Pozornie odpowiedzialni, ułożeni, zapatrzeni w siebie i w swoje potrzeby.

(Nie, nie jestem nieczuła, razem z Magdą wznosimy się na szczyt wytrzymałości. Wyrozumiałość to nasze drugie imię do momentu, kiedy zaczyna cierpieć zwierzę, a zachowanie jego opiekuna powoduje, że opadają nam ręce. My po prostu nie kandydujemy do bycia świętymi.)

Antares, Syriusz, Torpeda witamy Was z powrotem w Azylu. Obiecujemy, że taka sytuacja się już nie powtórzy.

DSC03638.JPG

Weronika dziękujemy, że wczoraj do nocy siedziałaś w Azylu i odebrałaś Antaresa i Syriusza. Teraz możemy już przynajmniej psychicznie odpocząć.

Dziękujemy też wszystkim (na szczęście wspaniałych domów jest coraz więcej…), dzięki którym jeszcze nie zwariowałyśmy, a w tym tygodniu jesteśmy tego bliskie.

***

W najbliższych czasie nowego domu będziemy szukać również dla parki – 5-letniego samca i 8-letniej samicy, które niestety nie mogą zostać dłużej w swoim domu. Życie. Wyprowadzka, kariera itp. Bywa.

***

Wieczorem czeka nas bardzo ciężka wizyta u doktora. Koronka i Tasiemka  skubią zioła, ale nie robią bobków. Koronka jest bardzo zestresowana albo po prostu tak mała i tak przerażona tym, co się z nią dzieje. Kiedy podaję jej espumisan piszczy, wyrywa się.

Haftka porusza się jeszcze gorzej niż wczoraj…Przy tym wszystkim korzysta pięknie z kuwety. Jest mądrą, kochaną dziewczyną.

Gaja czuje się dobrze, ale nie podoba mi się oddech Ateny. Wieczorem dziewczyny pojadą razem na kontrolę do doktora, a u Ateny rano weszliśmy z furosemidum.

Sawa – matka 6 maluchów z Wawrowa (nie Sentencja z maluchami z Kikoła) pojedzie dzisiaj również do doktora. Nie podoba mi się jej brzuch, ale mam nadzieję, że obawa przed ciążą okaże się niesłuszna.

Wyniki krwi Makalu wskazują na problem z wątrobą, nie są jednak katastrofalne.

Dzisiaj przed zabiegiem wykonamy jeszcze u Makalu USG, aby sprawdzić czy obraz krwi odpowiada obrazowi USG.

Dla odmiany Sokrates postanowił się zlitować! Po nocy w kuwecie były bobki i mocz. Jest lepiej i oby tak dalej…

DSC03599.JPG DSC03608.JPG DSC03613.JPG DSC03616.JPG DSC03619.JPG DSC03641.JPG DSC03642.JPG DSC03663.JPG DSC03672.JPG DSC03676.JPG DSC03680.JPG DSC03686.JPG DSC03688.JPG DSC03707.JPG DSC03800.JPG DSC03701.JPG

Response code is 404

DSC03713.JPG DSC03715.JPG DSC03723.JPG DSC03725.JPG DSC03729.JPG DSC03734.JPG DSC03737.JPG DSC03742.JPG DSC03743.JPG DSC03747.JPG DSC03751.JPG DSC03754.JPG

Na koniec mamy dla Was ogłoszenie.

Szukamy domu dla chomika. Pani chomik oddano do Azylu z powodu…(szczerze, nie wiem, ale jakiś poważny na pewno zaistniał).

Jest uroczą, dość dużą panną, która potrzebuje kochającego domu.

DSC03578.JPG DSC03565.JPG DSC03569.JPG DSC03587.JPG DSC03594.JPG

cdn.

6 komentarzy

  • Odpowiedź Ninka 29 lipca 2016 at 09:30

    To po prostu (hmmm… po prostu???) niedojrzałość. Takie kojarzenie po dziecięcemu: zwierzątko, śliczne, puszyste = przyjemność, ale… bez obowiązku. Obowiązki są dla dorosłych i odpowiedzialnych, a dzieci nic nie muszą. Tak to w większości przypadków wygląda i, niestety, bardzo często zostaje – niezależnie od wieku – na całe życie. Jakoś niektórzy nie mogą zrozumieć, że zwierzę to żywa, czująca istota, a nie zabawka, którą można po prostu oddać – albo schować do pudła i wyjąć, jak się będzie miało odpowiedni nastrój. Na szczęście jest dużo ludzi, którzy myślą podobnie jak Wy i są odpowiedzialni i umieją się właściwie zająć zwierzętami.

  • Odpowiedź ola 28 lipca 2016 at 21:54

    Cześć, moj dziadek zawsze mawiał, że „co czlowiek złego slabszemu zrobi, wróci do niego wcześniej czy póżniej po dwakroć” i ja wierze, że to całe skurwysyństwo wróci rykoszetem do tych co tak robią 🙁 uszakom, kotom, psom, po prostu słabszym, bezduszne skur… nie mam słów, ale ale ale coś innego chciałam Wam napisać, coż ważnego, może się komuś przydać ta wiedza : WAŻNE – ZĘBY KRÓLIKA WROŚNIĘTE SPOD JĘZYKA !!!
    18 pazdziernka minie kolejny rok jak mam moją Tosie z Azylu, za żadne skarby bym jej nie oddała. Tosia jest tez regularnym pacjentem króliczego Weta w Gdańsku ale to jest wpisane w życie jak się bierze zwierze, to jak członek rodziny. Tosia od początku miała problem z zębami, chociaż nic tego nie zapowiadało, bo ząbki były równiutkie, ładnie jadła, ale wszystko oprócz siana i robiła twarde bobki jak ziarnka pieprzu, nie dało mi to pojechałam do Veta współpracującego z Uszatkowem z Sopotu, bo Tosia jakby popłakiwała jak się ją głaskało po łebku, kuliła głowę w łapki, zrobiliśmy RTG i musieliśmy usunąć 2 górne tylne ząbki, bo korzenie pchały oko, źle zniosła narkozę, długo się zbierała po operacji zawinięta w kocyk, termoforek, ale poprawiło się, rekonwalescencja cała trwała ok. 6 tygodni, zmiany opatrunków w dziurach po ząbkach itp.. Tosia zaczęła jeść sianko praktycznie od razu, bobki się poprawiły, humor też jednak nadal miewała momenty, że zostawiała mi ślady jakby moczu na pościeli i była strasznie zła, czasami jakby słabła, po ogrzaniu znowu brykała (Tosia nie mieszka w klatce, mieszka w domu, w klatce tylko „kuweci” i pije/je i się focha czasem :)) i ok. pół roku po operacji, w ostatniego sylwestra Tosia osłabła całkowicie, lała się przez ręce, uszakowy weterynarz poza zasięgiem a do zwykłego nie ma iść co bo wiadomo, sylwester popołudnie więc dupa. Skontaktowałam się wtedy z Olą z Azylu i z fundacją królewską co robić?? jak jej pomóc .. bo Tosia przestała jeść ni stąd ni zowąd i to w sylwka, wszystko zamknięte, nic nie działało na nią, ani koperki, ani nic, brzuch miękki ale w kuwecie pusto, żarcie nietknięte, zwierzak mi nikł z godziny na godzinę, uszy zimne, głównie spała, po konsultacji telefonicznej z mądrzejszymi w kwestii uszaków całego sylwestra przesiedziałam z Tosią na kolanach w ręczniku zawiniętą (rycząc – ja nie Tosia, ona była słaba) i poiłam ją strzykawką z rodi (na szczęście w domu zawsze mam troszkę) i wodą na przemian, do tego espumisan w kroplach itp.. i NIC, 1 stycznia było dalej to samo, na chwilkę wstała, ale się nie wypróżniła, lizała mnie tylko chwilę i nadal musiałam ją na siłę karmić, dawałam jej środki przeciwbólowe i przeciwzapalne, trochę jakby pomagało bo zaczęłą protestować przeciw karmieniu i wyrywać się jak zawsze jak ma dostać jakiś lek. 2 stycznia rano wyprułam z nią do lekarza, doktor obejrzałą ją bardzo dokładnie, dostałą kroplówkę, posikała się i coś nas tknęło by zajrzeć jej jeszcze raz do pyska, z rozwierakiem, głęboko i okazało się co było sprawcą całego zamieszania a nie było tego wcale widać – tylko ząb dolny zawinął się jakims cudem pod język i niejako wbił się czy wrósł w język od spodu i ciął go cały czas, będąc całkowicie schowanym, co dawało mega ból !!!. Po ucięciu zęba wypilnikowaniu jego reszty na gładko i zasmarowaniu przebitego języczka antybiotykiem Tosia nagle ożyła – to był cały sprawca bólu jaki mógł ją doprowadzić na tamtą stronę….
    Zwierzak był tak niemiłosiernie szczęśliwy, że lizała mnie gdzie popadło, ona … dziękowała, nawet dla Pani doktor była łaskawa 😉 wróciliśmy do domu, zjadła całe sianko, była w jednym ciągu, jedzenie, picie, kuweta, i tak w kółko, trzymałam j a 2 dni na sianie by nie narobiła sobie szkód w jelitach skoro była taka niejedząca, tylko na tym co w nią wpompowałąm, 3 stycznia pierwszy raz zobaczyłam u niej prawdziwe królicze bobki jak małe rodzynki, nie te twardziele, od tego czasu jeździliśmy i jeżdzimy nadal co 6-8 tygodni oglądać tego cholernego zęba ale jest w porządku, raz piłowaliśmy. Tosia jest świetna i szczęśliwa 🙂 ale nadal „wypadkowa”, bo szalejąc w sianku uszkodziła sobie oko i znowu jeździmy do weta i sprawdzamy i zęba i oko za jednym razem, nabłonek odrasta na oku, Tosia widzi, bo broi i zapuszcza się coraz głębiej w mieszkanie 😉 ale tak to już niestety jest z małym uszatym wariatem 🙂

    Opiekun królika musi być jak „matka małego dziecka”, musi wyczuwać, obserwować, wyprzedzać fakty, mieć w domu zaplecze leków na wszelki wypadek, mieć czas dla zwierzaka, mieć serce, bo królik to delikatna konstrukcja z wielkimi uczuciami i silnym charakterem, nie jest to zwierze dla każdego. Powinno się przymusowo rejestrować zakup królika i każdego innego zwierzaka i wtedy mieli by je tylko ludzie jacy znają konsekwencje i chcą a nie ta cała chałastra zwyroli … ale to marzenie … pozdrawiam Was Uszoafani 🙂
    Ola

  • Odpowiedź Justyna 28 lipca 2016 at 20:53

    A ja właśnie wczoraj straciłam kolejną ładowarkę do telefonu no i co? Nawet mi przez myśl nie przejdzie by oddać moją królicę 😉 Ludzie totalnie nie myślą, wydaje im się, że biorą słodkiego króliczka i życie z nim to sielanka, tylko mizianie i przytulanie… Strasznie smutny wpis, życzę Wam dużo sił!

  • Odpowiedź iwona 28 lipca 2016 at 17:53

    Trzeba mieć nadzieję,że ci co wyrzucają króliki/zwierzęta na parking lub zostawiaja same w lesie,w parku,obojetnie w jakim miejscu-mają dzieci,które to widzą.
    Jest szansa że na starosc ich spotka taki sam los.Co prawda beda miec przewage i tak nad zwierzetami bo maja glos ale z wiekiem slabnie.
    I tak jak piszecie z pewnością sa to ogólnie szanowani obywatele…wg ich myslenia

  • Odpowiedź MartuchaP 28 lipca 2016 at 17:36

    No ja pier….. Sorry, nic innego nie jestem w stanie wydusić.

  • Odpowiedź Anastazja 28 lipca 2016 at 17:16

    Co za gnoje najpierw skazali 3 króliki na daleką podróż a potem że już mają ich dość masakra. Według mnie to nie wina królika ze coś z niszczy tylko ludzi bo to my jesteśmy odpowiedzialni za nasze zwierzęta , gdyby to dziecko narozrabiało to nie oddali by go do adopcji bo narozrabiało tylko nauczyło by go ze tak nie można, królika może nie da się w pełni tego nauczyć, ale można pochować cenne rzeczy a jak się jest głupim to potem ojej królik zniszczył moje rzeczy no coś takiego. Ja też straciłam przez Dziunie 5 par słuchawek ( takich do kompa) ale nie obwiniam jej tylko siebie za głupotę ze źle je odkładałam i kabel zwisał sobie z pułki a że półka była obok klatki to Dziunie irytowało to zwisanie kabelków i je przegryzła ;D mała spryciula ;D Pozdrawiam i wysyłam do was cierpliwość i energię do działania a na końcu mam pytanie co z Oriko zostawicie jej ciąże czy usuniecie ?

  • Napisz komentarz

    *