Fotograficznie, Z życia Azylu

Środa…

13 sierpnia 2014

To był dla Azylu kolejny dzień pełen skrajnych wrażeń.

Rano Straż Miejska z Poznania poinformowała nas o tym, że w Poznaniu znaleziono królika – schronisko odmówiło jego przyjęcia ze względów epidemiologicznych (cytat, cokolwiek to znaczy w tym przypadku…), zoo również – godzinę później Jeżyk był już pod opieką Marty.

Okazało się, że siekacze Jeżyka są tak przerośnięte – pod podniebienie, że nie jest w stanie niczego zjeść. Podczas wizyty u wet. potwierdziły się przypuszczenia, dotyczące katastrofalnego stanu jego zębów i niestety obecności ropnia okołozębowego.

Krótka relacja Marty…

Królik był znaleziony na dzielnicy Poznania: Jeżyce, więc mówię mu per Jeżyk Zęby zostały już przycięte, jednak na RTG widoczny jest spory ropień
Teraz Jeżyk wypił już 3 miskę wody, zjadł sporo i ciąąągle się myje.

Jeżyk wygląda na starszego królika. Możemy tylko przypuszczać, jak wyglądało jego dotychczasowe życie. W takiej chwili mimo całej złości, czuję ogromną ulgę, że będziemy mieli szansę coś jeszcze dla niego zrobić…

Jeżyk przed chwilą przyjechał do Torunia. Przyznaję, rzucił na mnie czary…Być może niektórzy z Was pamiętają Nobu – Jeżyk bardzo mi go przypomina.

DSC07689.JPG

Pod pięknym futrem, już palpacyjnie wyczuwalny jest duży ropień żuchwowy.

Dziękujemy za błyskawiczną reakcję i  pomoc w transporcie :*

Historia Jeżyka nie jest jedyną, która zaważyła na dzisiejszym dniu.

Rano odebrałam tel. w sprawie dzikiego królika ze wścieklizną (ze wścieklizną, ponieważ nie uciekał od ludzi), którego po swoim powrocie z wakacji zastała pewna rodzina, mieszkająca w Głogowie pod Toruniem. Wieczorem okazało się, że nie mamy jednak do czynienia z dzikim królikiem – w tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. Nienawidzę u ludzi postawy roszczeniowej – to nie mój problem – to nie ja go wygenerowałem; nie przywiozę go do Torunia; wiem, że to daleko, ale niech Pani zrozumie, że to nie ja wygenerowałem ten problem; dzieci boją się wejść przez tego królika do ogrodu!; nie przechowam go w domu (przez godzinę, żebym zdążyła dojechać, zanim ucieknie)  i denerwuje mnie to zwłaszcza, kiedy podjeżdżam pod piękny dom, przed którym stoją dwa nowe samochody i wychodzą młodzi ludzie.

Pierwsze spojrzenie i myśl – myxomatoza. Charakterystyczna opuchlizna, ciężki oddech. Po chwili był już w moich rękach, wpadł atak paniki. Potem jechaliśmy już tylko szybko do Torunia, byle by jak najszybciej podać leki i zwalczyć coraz silniejszą duszność, którą stres znacznie powiększył.

DSC07673.JPG

Jak tylko dojechaliśmy do Azylu w ruch poszły leki. Dożylne furosemidum, gentamycyna, metacam, dodatkowo cefaleksyna i co najważniejsze – dożylny interferon. Akurat dzisiaj wieczorem miałam podać drugą dawkę Cejlonowi…

DSC07668.JPG DSC07669.JPG

Teraz możemy tylko czekać. Rineja jest młodym królikiem hodowlanym. Najważniejsze pytanie brzmi, czy mamy do czynienia z myxomatozą poszczepienną (nieudane szczepienie królików w hodowli) czy z dzikim szczepem myxomatozy…

Response code is 404

Film, który obrazuje to, jak oddycha Rineja (to jest wersja spokojna…), jest słabej jakości, ale chociaż trochę obrazuje to, jak wygląda wspomagany oddech u królika.

Stan Cejlona bez większych zmian, chociaż dzisiaj uznałam, że mimo jego duszności czas na dokarmianie rodicare i obyło się bez ekscesów. Tak jak wspomniałam powyżej, Cejlon otrzymał drugą dawkę interferonu. Wciąż walczymy i balansujemy na granicy…

DSC07599.JPG DSC07604.JPG DSC07608.JPG

Poza tym stan zdrowia naszych podopiecznych bez zmian.

Dzisiaj w pamięć zapadły mi słowa, wypowiedziane przez przypadkowego gościa, który odwiedził Azyl na widok Petitki – ona tutaj dożywa swoich ostatnich dni? Nie. Ona żyje, nie zaraża tym bardziej na odległość, jest po prostu chora.

Tak jak inni chorzy, czy wręcz hospicyjni podopieczni Azylu, w tym bohaterki poniższych zdjęć.

Lebiodka

DSC07477.JPG

Maggie

DSC07496.JPG

Modraszka

DSC07431.JPG

Kiedy dzisiaj patrzyłam na dziewczyny, mimo wszystko czułam ulgę. Jest bardzo ciężko, być może nie będzie lepiej, ale warto i chociaż nie mają domów, mają nas – tutaj na miejscu i za monitorami komputerów, i siebie nawzajem (i z perspektywy czasu widzę jak ważny – oczywiście w niektórych przypadkach – jest ten aspekt leczenia – wzajemna bliskość w chorobie).

Codzienność w Azylu ma mnóstwo barw.

DSC07434.JPG DSC07442.JPG DSC07454.JPG DSC07466.JPG DSC07556.JPG DSC07597.JPG

 

Response code is 404

Jutro walczymy dalej, z ogromnymi obawami, co się wydarzy, ale jak zawsze pełni determinacji – to jest ta wciąż odnawiająca się siła ; )

* * *

Dziękujemy wszystkim, którzy dotychczas zareagowali na naszą ostatnią prośbę o pomoc. Dzisiejszy dzień potwierdził tylko to, jak bardzo jest nam ona potrzebna…

6 komentarzy

  • Odpowiedź Vanessa H 15 sierpnia 2014 at 02:15

    The poor 'wild' rabbit..I cannot get over that. I think it will be a wild rabbit like Epi or
    Ripley was… but it is not. It’s a Lop and that certainly is not a wild rabbit.
    I feel so bad for all the sick rabbits and now am scared to read the blog for fear of more bad news after Moris! 🙁

    I hope the interferon does him good and that they all improve. My fingers are crossed.
    I will see what I can do to help!

    Vanessa

  • Odpowiedź Ania :) 14 sierpnia 2014 at 10:41

    Życzę duzo zdrowka chorym kroliczkom 🙂

  • Odpowiedź Joac 14 sierpnia 2014 at 09:30

    Wkurzył mnie Twój opis, Olu (nie, nie chodzi o Ciebie, tylko o tych ludzi, którzy nawet przez godzinkę nie mogli przetrzymać w domu chorego królika, bo to nie ich problem). Rinejka biedna, ale jakoś wierzę, że będzie dobrze, tym bardziej, jak patrzę ja Cejlona, który zdecydowanie wygląda lepiej!
    Jeżyk też podbił moje serce, kochane puchate stworzonko…
    Dziękuję Wam za wszystko co robicie. Nawet sobie nie wyobrażacie, ile to znaczy dla innych osób (o królikach to już nawet nie wspominam!)

  • Odpowiedź Marta Azyl Dla Królików 13 sierpnia 2014 at 23:40

    U Jeżyka bardzo zaskoczyło mnie to, jak grzecznym i kochanym jest królikiem.. Podbił serca wszystkich, szczególnie mojej mamy 😉
    Podczas RTG i obcinania siekaczy pozwalał sobie robić dosłownie wszystko, a po skończonym „zabiegu” wskoczył mi po prostu na ręce 😉 Będzie z niego dobry towarzysz :*

    Rineja jest cudowna :* I faktycznie przypomina nieco moją Lorcię 🙁 Oby razem z Cejlonkiem dali radę! Trzymam za nich mocno kciuki <3

    P.S. Mam wrażenie, że oczka Cejlona nieco lepiej wyglądają! 🙂

    • Odpowiedź Ola i Antek 14 sierpnia 2014 at 00:01

      Miałam to samo napisać o Cejlonku 🙂 nowi podopieczni są uroczy 🙂

  • Odpowiedź butterflyek 13 sierpnia 2014 at 23:34

    Trzymajcie się Uszy… 🙁

  • Napisz komentarz

    *