Nie tylko o królikach, Z życia Azylu

Osobiście o minionym roku

31 grudnia 2013

Rok działalności. Bez zbędnych wstępów.

Najpierw oddam głos Oli:

Dla mnie to był bardzo trudny rok. Wielokrotnie dopadało mnie uczucie tak ogromnego zmęczenia, że myślałam, że nie dam rady, ale nigdy nie pomyślałam – mam dosyć, nie warto, a wręcz przeciwnie. Każda trudna sytuacja ostatecznie tylko wzmacnia we mnie wiarę w to, że warto i trzeba.

Jestem dumna z tego, ile rzeczy udało się zrobić. Wciąż jest mnóstwo rzeczy, które na nas czekają, ale ten rok był jak kolejny kamień milowy w naszej działalności. Jestem dumna z tego, że nie odmówiłyśmy pomocy żadnemu królikowi, podejmowałyśmy ryzyko…(czasami skrajne, kiedy nawet u nas pojawiał się lęk, jak w przypadku bydgoskiej interwencji), nigdy nie powiedziałyśmy nie, a wręcz przeciwnie – zawsze starałyśmy się wierzyć, że damy radę.

To był rok niesamowitych emocji – takich, które uwielbiam, chociażby wtedy kiedy jeździłyśmy na interwencje, strach mieszał się z ekscytacją, bo tak już mamy, że nas to kręci…;)

Mamy plan, wierzymy w to, co robimy i nie poddajemy się bez względu na wszystko, nawet w skrajnej sytuacji. Podróż do Częstochowy, powrót, to, ile osób na nas czekało na miejscu – wszystkie te chwile razem – spotkania w Azylu, spotkania u doktora, wspólne smutki i radość, poczucie jedności, wsparcia…wspólne żarty, łzy, czasami śmiech przez łzy, nocne wizyty u doc, wspólne zakupy w przerwach, Dzień Otwarty! (uwielbiam nasze zdj. w trio, kiedy licytowałyśmy domki) etc…

1170689_4578898249193_1614431964_nTo zdjęcie

W tym roku było mnóstwo takich chwil, których za nic bym nie oddała. Chociaż wiele razy nie udało nam się oszukać losu i czasami wszystko było przeciwko, myślę, że ten rok był też pełen takich, mimo wszystkich trudnych, ale bardzo ważnych momentów, które wyrabiały nasz charakter – mój jako człowieka i Fundacji. Kocham Azyl za to, że dzięki niemu wciąż się czegoś uczę. Cieszę się, że udało nam się pokazać, jak ważna jest opieka nad zwierzętami chorymi, wymagającym opieki paliatywnej, dla ludzi niedoskonałymi, bo niepełnosprawnymi, które według wielu nie powinny żyć, a żyją i pokazują, że można i trzeba o nie walczyć.

Cieszę się, że nie pogubiłyśmy się w tym wszystkim, nie zeszłyśmy z naszej drogi, potrafiłyśmy być asertywne, trzymałyśmy się tego w co wierzymy i postępowałyśmy zawsze zgodnie z naszymi ideałami, uczciwie wobec siebie i ludzi, a bywało bardzo trudno. Było wiele chwil frustracji i złości na to, co dzieje się wokół.

Było poczucie niesprawiedliwości i niezrozumienia, mnóstwo takich chwil, kiedy spędzając kolejną godzinę w Azylu, dbając o każdy szczegół, drobiazg, myślałam o tym, ile rzeczy chciałabym wykrzyczeć i powiedzieć głośno, żeby ludzie w końcu zrozumieli…ale nigdy nie pomyślałam, że mam dosyć.

Było mnóstwo nieprzespanych nocy i stanów takiego zmęczenia, jak w Wigilię, kiedy nie chciało mi się patrzeć w lustro, bo widziałam siebie taką, jakiej nienawidzę…, czyli słabą. Mogłabym chyba pisać godzinami o tym, jaki to był rok…na pewno również trudnych relacji z ludźmi, momentów, kiedy czułam się bardzo zawiedziona postawą wielu ludzi, a jednocześnie rok, w którym Azyl zyskał wiele wspaniałych osób.

Jednak myślę, że to był dobry rok, bardzo ważny rok, który w dużym stopniu nas ukształtował i dał nam bezcenne doświadczenie – bo bez tych wszystkich trudnych doświadczeń to nie byłby taki Azyl, jaki chciałyśmy stworzyć i myślę, że wszystko przed nami…

I kilka słów ode mnie:

Rok w Fundacji. Gdybym miała go określić najkrócej jak potrafię, byłby to przymiotnik: niełatwy.

Gdy Magda zaprosiła mnie do współpracy, moja reakcja była mieszanką entuzjazmu i obaw. Czy poradzimy sobie bez SPK? W końcu ono miało już grupę zwolenników, sieć kontaktów, wypracowane standardy… A my? Mała, nowa Fundacja ratująca „króliczki”. Fundacja, której głównym celem jest praca u podstaw, a walka o idee dopiero w następnej kolejności? Czy ludzie za nami pójdą, będą nas wspierać? Kto nam zaufa? Czy damy radę psychicznie i fizycznie? Czy się nie pogubimy? Czy wystarczy nam środków?

Pierwsze miesiące pokazały, że będzie ciężko, następne dały ostro popalić. O tym, co było trudne, doskonale wiecie, więc chciałabym się skupić na tym, co było piękne i dobre.

Sobota w styczniu – siedzimy z Martą i Kubą Pawłowskimi, Anią Górką i Olą w Azylu. Na zewnątrz mocno sypie śnieg. Dziewczyny piją herbatę, ja kawę (bez kawy nie żyję), jemy słodycze, gadamy, śmiejemy się. Wypatruję małego brązowego królika z zapłakanym oczkiem, który olewa wszystkie inne króliki, siedzi w wiklinowej budce i zajmuje się swoimi sprawami. Ma krótkie uszy i wełniane futerko. Kilka dni później zabieram go do domu. Tak zaczyna się rok z Franklinem, najwspanialszym wełniaczkiem na świecie.

DSC_0575

Wełniak latem

Dzień Otwarty w czerwcu – długie przygotowania, lęk o pogodę. A potem? Jeden z najpiękniejszych dni tego roku (jeśli nie najpiękniejszy…). Siedzimy wspólnie z zakróliczonymi ludźmi w słońcu, gadamy, króliki wypoczywają na trawie. Poczucie wspólnoty, a za tym nie raz zdarza mi się tęsknić w zindywidualizowanej teraźniejszości, jest dojmujące.

Dyżur 11 listopada. Jestem sama od początku do końca, a uwierzcie, że od sierpnia samotne dyżury wiążą się ze zmęczeniem i następstwami bólowymi jak po wykopkach. Nie spieszę się, gadam z królikami, miziam, sprzątam w swoim rytmie, piję jedną, drugą, trzecią herbatę. Po skończonej pracy robię sobie dłuższy spacer przez park. Jestem wykończona, ale mam uczucie, że moja praca, że nasza wspólna praca w Azylu, jest ważna i potrzebna.

***

Na mnie nie ciąży taka duża odpowiedzialność jak na Oli i Magdzie. W Fundacji zajmuję się głównie naszym fanpagem, kontaktami z mediami (znajomości pomagają), piszę na „lżejsze” tematy. Zajmuję się też wymyślaniem 😉 (moja głowa generuje mnóstwo pomysłów, gorzej z ich wcielaniem w życie, ale tu pilnują mnie dziewczyny). Staram się, aby nasz przekaz był klarowny i pozytywny. Wchodzę w interakcje z innymi organizacjami króliczymi – muszę to przyznać – jestem internetową zadymiarą 😛 (jak ulał pasuje do mnie powiedzenie: nie mogę iść spać, ktoś w internecie nie ma racji). Wiele się uczę, wiele zyskuję. Dzięki Fundacji, dzięki Magdzie, Oli i Marcie.

Mam nadzieję, że nadchodzący rok będzie dla nas mimo wszystko łaskawszy niż poprzedni. Nieco mniej dramatów, mniej chorych podopiecznych. Że podniesiemy się po pierwszych kryzysach, że adopcje się rozkręcą, że króliki będą szczęśliwe.

Będzie fajnie, mówię to Wam ja, urodzona pesymistka.

A Marta Pawłowska mówi o minionym roku tak:

Pozwolę sobie dodać też coś od siebie.

2013 rok zaczął się dla mnie bardzo szczęśliwie – zobaczyłam zdjęcie pewnego szarego jegomościa i wiedziałam, że musi być ze mną. Pamiętam jak napisałam do Oli, że mam nadzieję, że to będzie hodowlany samiec… No i był! W ten oto sposób nasza rodzina powiększyła się o Bońka – trafił do nas w ten sam dzień, co Franklin do Kasi (tak tak, pamiętam jak Kasia co chwile zwracała uwagę na niego i już było wiadomo, że coś się święci..)

zdft

Król Boniuś I

Mimo początkowych zgrzytów, wypracowaliśmy sobie metody wspólnego życia. Dziś Boniek jest innym królikiem i wiem, że było warto z nim o niego walczyć!

Potem pojawiła się propozycja tworzenia Fundacji – naszej, wspólnej 🙂 Pamiętam jak dziś ten moment. Byłam akurat na zajęciach na uczelni. Bardzo nudnych zajęciach, dlatego też siedziałam z nosem w komputerze, kiedy przyszedł ten mail. Na początku zdziwienie, potem niedowierzanie. Ja? Przecież ja nic takiego nie robię.. Przecież ja jestem tak daleko od Torunia i rzadko tam bywam. No i przecież ja jestem taka zakręcona.. Zaraz potem poczułam się dumna, że jednak z jakiegoś powodu, to mam być m.in. JA 🙂 No i się zaczęło.

Następnie standardowe wydarzenia z życia większości – obrona mgr i rozpoczęcie doktoratu. W tzw. międzyczasie walka o zająca i potyczki z tymi mniej życzliwymi, chorobliwie zazdrosnymi. Zaraz potem Dzień Otwarty, na myśl o którym pojawia mi się zawsze uśmiech na twarzy. Poznanie wielu ludzi, których kojarzyłam jedynie z forum. Nasza jedna, wielka, królicza rodzina 🙂

Rozpoczęły się dla mnie także adopcje i związane z nimi spotkania na terenie Poznania i okolic. Poznanie wielu różnych ludzi, o bardzo różnym poziomie wiedzy o opiece nad królikami. Niektóre bardzo dziwne, inne naprawdę pozytywnie zaskakujące.

W tym roku pojawiła się także bliska memu sercu firma – TIVO 😉 Z tym także wiązało się wiele nerwów, ale także i wiele ciepłych słów na temat tego co robimy. Nawiązanie współpracy z Miniaturką bez tajemnic i poznanie nowych przyjaciół – Moniki i Krzysia, którzy są chyba najbardziej zakręconymi na punkcie królików ludźmi, jakich znam 🙂

Na koniec roku 2013 chciałabym wszystkim podziękować za to, co było. Było różnie, ale ważne, że zawsze wiedziałam, że mogę na Was liczyć :*

19 komentarzy

  • Odpowiedź Hariell 1 stycznia 2014 at 16:39

    Drogie ,kochane dziewczyny. Jak Magda słusznie zauważyła jestem jedną z osób które piszą niewiele ale są z Wami z całego serca i czytają boog codziennie. Chciałam w ten Nowy Rok serdecznie Wam wszystkim podziękować za zaufanie jakim mnie obdarzyłyście ,abym mogła pomagać chociaż w ten sposób tworząc Dt . Cieszę się niezmiernie ,że będąc na tym etapie życia mogę pomóc kochanym futrzaczkom i że los sprawił ,że mieszkam w takim miejscu ,że mam warunki na zapewnienie tylu zwierzakom domu. Z siłami tylko coraz gorzej, ale ten rok myślę ,że mnie bardziej oszczędzi i będzie już tylko lepiej czego i Wam życzę z moimi ukochanymi i ocalonymi dzięki Wam Zgredzi, Momciowi, Kevinkowi, Lalicie i Velmie oraz resztą ferajny.
    Życzę wszystkiego co najlepsze:
    Oli – na którą zawsze mogę liczyć ,gdy nie mogę się wcisnąć do Dr.Krawczyka,
    Magdzie – która zawsze się sprawdza w trudnych i awaryjnych dla mnie sytuacjach i wszystko załatwi co potrzeba,
    Marcie – za pomoc z ziołami bez której byłoby ciężko
    Kasi – za fajne i mądre komentarze na bloogu
    Szpaqus – że ma zawsze do nas cierpliwość jak przyjeżdzamy w najmniej
    nieoczekiwanej chwili do azylu i coś chcemy np.klatkę na cito.
    Nie zmieniajcie się nigdy dziewczyny i róbcie zawsze to co podpowiada serce a będzie dobrze czego Wam życzę w Nowym Roku 2014.

  • Odpowiedź dota 1 stycznia 2014 at 13:44

    Moją przygoda z Azylem zaczęła się dwa lata temu. Pamiętam ten październikowy dzień,w którym pierwszy raz postawiłam nogę w tym cudownym miejscu,niezapomniane wrażenie.Rozmowa z Olą i Magdą i krótko później trafia do mnie Panda,królowa min,żona dla mojego Huberta.
    Nawet nie wiem kiedy wpadłam w poważne uzależnienie od króliczych istotek. Jak cała nasza grupka zakróliczonych starałam się pomagać jak mogłam i choć moje dyżury w Azylu nie były częste próbowałam zastąpić to tworząc dom tymczasowy,jak sie później okazało dla w większości chorych królików.
    Ten rok nie był łatwy odeszło wiele królików ,moich prywatnych i tymczasowych. W pewnych momentach pojawiało się zwątpienie,czy robię wszystko dobrze,a może za mało,nie odpowiednio,no bo jeżeli dobrze to czemu odchodzą,…Jednak kiedy wieczorem siadałam i czytałam wieści z Azylu moje troski szly na bok,bo czymże były w porównaniu z tym przez co przechodziły dziewczyny.
    Ola,Magda dziękuję Ci za słowa otuchy,które przychodziły zawsze gdy ich potrzebowałam.
    Kasi dziękuję za superaśne szkolenie ,które przyniosło nowe doświadczenia ale też możliwość spotkania się po raz pierwszy z ludźmi kochającymi króliki.
    Marcie chciałam szczególnie podziękować za wszystko…
    Na Nowy Rok chciałabym życzyć nam wszystkim zdrowia ,siły,samych pozytywnych chwil,aby nasze uszate skarby nigdy nie chorowały i cieszyły nasze oczy jeszcze wiele lat.
    Szczęśliwego Nowego Roku życzą Misio(Kozibrodek) Migotka,Panda,Keyen,Karim i Koko,która gości u nas czasowo.

    • Odpowiedź Katarzyna Azyl dla Królików 1 stycznia 2014 at 21:10

      Dorotko, Ty nasza najfajniejsza neurotyczko, kochana królicza mamo! Dziękuję za dobre słowa i za wszystko co robisz dla podopiecznych Azylu :* Miejmy nadzieję, że nadchodzący rok będzie dla nas wszystkich łaskawszy 🙂

      • Odpowiedź dota 2 stycznia 2014 at 17:59

        No wiesz ,Od razu neurotyczko, poprostu uczuciowa kobita jestem 😉

  • Odpowiedź Eliz 1 stycznia 2014 at 13:06

    A ja trafiłam na Was, przez Martę, którą też poznałam przez przypadek w internecie 😉
    Od tego czasu Was obserwuję, czytam, kibicuję po cichu. Wiele się od Was nauczyłam, za co bardzo dziękuję! Osobiście miałam okazję poznać tylko Martę, bo na Dzień Otwarty nie udało mi się dotrzeć, ale mam nadzieję, że jeszcze taki dzień będzie i będę mogła osobiście odwiedzić Azyl, to jakże magiczne miejsce. 🙂 No i poznać Was, dla mnie bohaterki, czasami zastanawiam się czy nie jakieś cyborgi 😛 przez to ile jesteście w stanie zrobić i wytrzymać! ;*
    Jestem zakróliczona do granic możliwości, przeżywam wszystko co się u Was dzieje, płaczę, śmieję się. Codziennie sprawdzam bloga. W domu nawet czasem pytają, czy istnieje dla mnie coś jeszcze po za Azylem bo ciągle o Was mówię ;P

    W tym Nowym już Roku życzę Wam wielu sił do pracy i walki, entuzjazmu i poczucia satysfakcji! Żebyście nigdy nie traciły wiary w to co robicie i żeby nikt nie chciał zachwiać tej wiary :*
    No i żeby króle tak nie chorowały, żeby znalazły swoje kochające domy i przede wszystkich, żeby ludzie bardziej uświadamiali sobie jak należy opiekować się królikami i żeby byli bardziej otwarci na to, że każdy zwierzak, nie tylko królik, to nie zabawka, tylko żywa istota, która czuje i kocha.

  • Odpowiedź Magda 31 grudnia 2013 at 23:58

    A ja trafiłam do Was razem z królikami z Częstochowy i od tej pory codziennie jak tylko włączę laptopa, zaglądam na Waszą stronę. Zanim zasnę, też muszę sprawdzić co u uszatych. Martwię się razem z Wami o każde chore uszy, czekam z niecierpliwością na wieści po operacjach i zabiegach. Dziękuję za to, że mimo własnego życia macie czas na to, żeby ratować cudze, królicze 🙂

  • Odpowiedź MartuchaP 31 grudnia 2013 at 17:59

    A ja pomimo posiadania królika 4 lata odkryłam Was dopiero w tym roku. Pierwsze spotkanie poza murami gabinetu doktora Krawczyka odbyło się właśnie w Dniu Otwartym. Tak się do Was śpieszyliśmy, że pan władza wlepił nam mandat 🙂 Był to wyjątkowy dzień, bo mogliśmy zobaczyć jak wygląda i działa Azyl. Poznaliśmy mnóstwo fajnych osób i jeszcze więcej cudnych uszatych 🙂 Był to też dzień, w którym postanowiłam (tzn mój mąż też tylko że jeszcze wtedy o tym nie wiedział ;)) że pod koniec wakacji weźmiemy towarzysza dla naszej Mychy. Miał to być dom tymczasowy. Kiedy w sierpniu ujrzałam na stronie Azylu Amanta, wiedziałam że to jest TEN jegomość. Po długim wieczorze u doktora Krawczyka zabraliśmy Amanta do domu. Niestety po wielu próbach zaprzyjaźniania Myszki z Amantem nasze nadzieję na wielką przyjaźń legły w gruzach. Mimo to wiedzieliśmy że Amant vel Nynuś jest nasz i tylko nasz i nie ma mowy żeby go kiedykolwiek oddać, tak też zostaliśmy domem stałym. Po odejściu naszej kochanej Myszki to właśnie Amant utrzymywał mnie 'przy życiu'. To ta puchata kulka z dyndającymi uszami powodowała że się 'jakoś trzymałam'. Gdyby nie Azyl i cudne dziewczyny nie miałabym tego szczęścia, nie miałabym uszaka który wskakuje rano do łóżka liżąc po twarzy domagając się miziania. Dziękuję Wam Kochane i w tym 2014 roku składam życzenia wytrwałości, cierpliwości i samych wizyt kontrolnych u doktora ze zdrowymi królikami bo mam wrażenie że pod tym względem 2013 był wyjątkowo wredny zabierając od nas uszate mordki. :-*

  • Odpowiedź Graszka 31 grudnia 2013 at 17:37

    Tak jak i Agata, gdy włączam komputer zaraz zaglądam co słychać na stronie Azylu 🙂
    Nie zawsze piszę, ale czytam codziennie i przeżywam razem z Wami radości i smutki. Nie ukrywam, że i łez jest sporo nad niedolą uszatą…
    Podziwiam Was i szanuję za to co robicie, za serce i wytrwałość, za odwagę i siłę.
    W Nowym Roku wszystkiego co najlepsze dla Was i Uszaków 🙂

  • Odpowiedź Agata 31 grudnia 2013 at 17:08

    Cieszę się, że napotkałam jakiś dłuższy czas temu waszą stronę.. Jestem z Wami codziennie, i z Wami trwać będę 🙂 gdy rano włączam komputer, pierwszą myślą jesteście Wy! Króliczki! i tak ma być 🙂 Szczęśliwego Nowego Roku, oby był lepszy pod każdym względem. Urodzona optymistka 🙂

  • Odpowiedź KarolinaK 31 grudnia 2013 at 15:54

    Dzięki za te słowa. Osobiście cieszę sie, że stalam sie częścią tej wielkiej rodziny (mam.nadzieję, że mogę sie tak czuć :)) Przeżywam wszystki smutki i radości Azylu. Dzień otwarty to był niesamowity czas. LudZie zakreceni na punkcie królików, niesamowite zwierzaki i poczucie że nie jestem jedyna zwariowaną. :))))) Niestety odległość nie pozwala mi na częste wizyty w Azylu, ale.pomagam jak.mogę. Chociaż chciałabym więcej. Wizyta u krolaskow i sprzątanie z uwaga żeby jakiegoś nie nadepnac, masa uszow proszących o mizianie i wiecznie głodne morski – to.lek na całe zło, to niesamowite doświadczenie. Jak.piszesz Katarzyno, ból każdego mięśnia i w moim przypadku kichanie i katar, to nie są żadne przeciwności, tylko poczucie, że zrobiło sie coś dobrego i wartościowego.

    Mam nadzieję, że uda sie nowym roku znów spotkać na Dniu Otwartym :))))

    Życzę Wam wszystkim siły i wytrwałości, pamiętajcie że są ludzie, którzy trzymają za Azyl i za Was mocno kciuki. Kocham Was :*

    Dzięki że jesteście :*

    • Odpowiedź Magda Azyl Dla Królików 31 grudnia 2013 at 16:10

      Pewnie, że jesteś częścią nas 🙂 I dziękujemy, że chcesz być z nami nadal :* No i oczywiście do zobaczenia na Dniu Otwartym albo i wcześniej :)))
      Wiem, że sporo osób nigdy nic nie pisze, nie ujawnia się, tylko czyta i tak samo mocno nam kibicuje, dlatego Wam wszystkim – obserwatorom również bardzo dziękujemy za wszystko co robicie dla nas i dla naszych podopiecznych, często nie znamy Was osobiście, ale jesteście dla nas tak samo ważni i bez Was również nie wyobrażamy sobie kolejnego roku :*

  • Odpowiedź Magda Azyl Dla Królików 31 grudnia 2013 at 15:51

    A ode mnie powiem tylko tyle, że mimo iż ten rok jak i poprzedni – 2012 był najcięższy w moim życiu pod wieloma względami, to jednak uznaję go też za jeden z najbardziej udanych bo praca – ciężka praca, ciężkie doświadczenia z ludźmi i zwierzętami, dają człowiekowi to coś, czego nie osiągnie siedząc w domu przed telewizorem albo robiąc coś tylko i wyłącznie dla siebie.

    W tym roku dowiedziałam się kim jestem i kim chcę być. Jakim człowiekiem dla siebie i dla innych. Mimo, iż na początku roku pewne osoby próbowały zachwiać we mnie to poczucie i udowodnić mi, że ja jestem nikim i że to co robię to jest zwykłe nic, to jednak były wokół mnie osoby takie jak Ola, Kasia, Marta, Janka (osoby z Fundacji), nasze wspaniałe azylowe wolontariuszki, z którymi przeżyłam mnóstwo wspaniałych chwil i które nigdy nie pozwoliły mi uwierzyć w to, że mimo iż nie jestem z Torunia – jestem niepotrzebna i nic nie robię.
    Jestem i będę zawsze – z Azylem, z królikami i z ludźmi, którzy wierzą w to samo co my i którzy codziennie nam towarzyszą, zarówno „na żywo” jak i wirtualnie tutaj na blogu, na Facebooku, w mailach itd.

    I wy też z nami bądźcie – takie jest moje życzenie na Nowy Rok :*

    • Odpowiedź KarolinaK 31 grudnia 2013 at 15:56

      Ja będę :*

    Napisz komentarz

    *