Przypadki i historie, Z życia Azylu

Pustka

29 października 2013

Późnym wieczorem 10 lipca 2012 r. otrzymałyśmy wiadomość o króliku z Poznania, który został wyrzucony na chodnik z przejeżdżającego samochodu. W nocy z 10/11 lipca Marta z Kubą przywieźli Fly do Torunia.  Fly była z nami do dzisiaj…

Wiele osób zna jej niezwykłą, z jednej strony wyjątkowo okrutną, z drugiej pełną cudów historię, ale razem z Magdą chciałybyśmy ją przypomnieć.

DSC06532.JPG

 

Fly – 65 dag królika, skrajnie wychudzona samiczka, która przyjechała do nas dzisiaj w nocy.

Dzisiaj przez większość dnia Fly była u wet. Walczyliśmy z podłączeniem jej kroplówki, na przemian albo zaczynała się wyrywać w szale albo leżała tak, jakby nie żyła – może dlatego wczoraj osoba, która znalazła Fly, była pewna, że ona już nie żyje…

Fly żyje, chociaż z przerażeniem patrzyłam na nią dzisiaj, kiedy byłyśmy w gabinecie (w nocy Fly była totalnie bezwładna, tak jak dzisiaj do tej pory).

Fly tylne łapki miała dzisiaj mocno wysunięte do przodu – przynajmniej tak było przez większość dnia, nie mogła chodzić, nawet podczas kroplówki tylne łapki wysunęła zupełnie do przodu – coś na kształt „splay leg”, ale to nie to – to ułożenie tylnych łapek jest najbardziej niepokojące. Dzisiaj nie była w stanie utrzymywać się również na przednich łapkach, co widać zresztą na zdjęciach zrobionych rano.

Króliczka ma zaczerwienione spojówki, ale z oczu Konrad wyciągnął jej coś na kształt ligniny?

Jutro doc postawi dokładną diagnozę, póki co jedno jest pewne – abstrahując od zaburzeń neurologicznych, z którymi na pewno mamy do czynienia Fly jest skrajnie wyniszczona i wygłodzona – to może być prawdopodobna przyczyna utraty równowagi (próbowała się umyć i przewróciła się na bok). Jest strasznie słaba. W jamie brzusznej nie było jednego bobka. Całkowity brak tkanki tłuszczowej.

Dzisiaj Fly otrzymała glukozę, elektrolity, B12 na układ nerwowy i…porcję karmy „ratunkowej” – critical care z JR Farm – nie była w stanie nawet unieść się na łapkach, cały czas leżała, ale kiedy poczuła karmę w wielkiej strzykawce, rzuciła się na nią, gryząc strzykawkę.

Dość zadziwiające jest to, że teraz – w domu po kolejnej dawce karmy zaczęła się podnosić na łapkach, zaczęła chodzić, potem zasnęła, wstała i dostała ataku – zaczęła biegać po klatce, ale absolutnie nie przypominało to ataku e.cuniculi, bardziej atak padaczkowy albo po prostu taki, jakby bardzo się czegoś wystraszyła…(kiedy wczoraj rozmawiałam z dziewczyną, która ją zabrała z ulicy, mówiła, że Fly dostała w kartonie ataku, a potem leżała, jakby już nie żyła – akurat to przypomina mi ataki padaczkowy).

* * *

Fly śpi, a my możemy wyłącznie czekać.

Rokowania? Nie chcę używać tego słowa. Musimy czekać.

Fly od godziny 12 do 18 była podłączona pod kroplówkę.
Od godziny 12 jest na relanium, tak bardzo wyciszona.

Fly ma bardzo silne zapalenie mózgu oraz rdzenia kręgowego oraz uszkodzoną rogówkę, a jej organizm jest skrajnie wyniszczony.

Głównym objawem zapalenia mózgu i rdzenia kręgowego są fazy szału – manii oraz następujące po nich fazy absolutnego wyciszenia/osłabienia + zgrzytanie zębami.

Możliwe przyczyny zapalenia mózgu i rdzenia kręgowego to:

1. długotrwała, ostra (nie nadostra)postać encephalitozoonozy

2. wścieklizna – rzadko, ale może pojawić się u królika, który miał kontakt z chorym zwierzęciem
objawy – charakterystyczne objawy szału oraz wyciszenia.
to byłaby wersja najgorsza dla Fly i dla nas.

(wściekliznę można zdiagnozować jedynie pośmiertnie w Instytucie w Puławach)

3. zwyrodnienie wątroby wskutek zatrucia (np. wskutek zjedzenia spleśniałego pokarmu)

4. ołownica – zatrucie ołowiem

5. zaburzenia elektrolitowe

Jeśli to encephalitozoonoza, najprawdopodobniej choroba rozwinęła się u niej wskutek całkowitego zaniedbania

Dzisiaj poza kroplówką – glukoza, elektrolity Flay otrzymała dożylnie sulfonamid, a nawet lydium na odporność, witaminy B composition oraz B12.

Jeśli wenflon będzie drożny, jutro Fly powinna również otrzymać sulfonamid dożylnie,

Poza tym lydium co 2 dni (2 dni to dzisiaj wydają mi się wieki…lydium na podniesienie odporności), witaminy, relanium – najważniejsze jest to, aby przy każdym ataku podać Fly relanium – najlepiej dożylnie – ataki szału mogą być dla niej – dla jej mózgu, serca zabójcze – jeszcze nie wiem jak to zrobić, żeby być z nią cały czas, ale tak być musi…

Co więcej mogę powiedzieć. walczymy. jeszcze walczymy.

Przeraża mnie to, jak spokojna Fly jest teraz, ale wiem, że tak jest lepiej. Spokojnie oddycha. Śpi.

* * *

Fly przetrwała noc w niezmienionej pozycji, w półśnie. Tak niesamowicie spokojna. Za każdym razem, kiedy do niej wstawałam, bałam się, że to już.

Do tej pory nie podawałam jej relanium. Die było żadnego ataku. Dd kiedy 1,5 doby temu Fly dostała relanium jest wyciszona. przerażająco wyciszona, ale tak jest lepiej. Kolejny atak mógłby ją zabić – serce, obrzęk mózgu…
Podobno u niektórych zwierząt po silnych atakach, faza takiego osłabienia trwa nawet 2-3 dni…

W nocy Fly zjadła papkę ze strzykawki. wypiła płyn wieloelektrolitowy/glukozę. Rano były bobki. dość dużo bobków.

W ciągu dnia dostała kroplówkę. wenflon wytrzymał. Potem Fly zjadła papkę – była bardziej świadoma, jadła z apetytem. Teraz przytulona do termofora znowu zapada w półsen…
Cały czas jest w pozycji półsiedzącej/półleżącej.

W ciągu dnia nie zgrzytała już zębami tak jak wczoraj wieczorem i rano. Na wszelki wypadek dostaje lek przeciwbólowy.

Dzisiaj w nocy najbardziej ucieszyło mnie to, że zrobiła bobki. pomyślałam, że bez względu na to, chociaż teraz nie jest już tak bardzo głodna.

* * *

Stan bez zmian…mała walczy, mimo wszystko…

Gdyby spojrzeć na to wszystko realnie, dzisiaj Fly nie powinno już z nami być…
Gdyby ktokolwiek zobaczył ją dzisiaj o 22/23 i obserwował do 5 rano, nie miałby wątpliwości, że tym razem nie da rady…, a jednak nadal jest.

Od kiedy ze środy/czwartek Fly była w fazie szału, do wczorajszego wieczora była skrajnie wyciszona, cały czas półprzytomna.
Wiedziałam, że tak jest lepiej, ale wczoraj późnym wieczorem była coraz słabsza. Od godziny 15 odmawiała przyjmowania pokarmu, płynów doustnie – wydawała się tak bardzo senna, częściowo nieprzytomna. Cały czas leżała, ewentualnie siedziała podtrzymywana z obu stron przez zwinięty ręcznik, misia. Ok 22-23 pojawił się u niej szybszy oddech. Chwilę potem leżąc, wpadła w drgawki. Praktycznie od razu podałam jej relanium i odpłynęła. Oomyślałam wtedy, że teraz może już odejść, że to najlepszy moment, aby zasnęła.

Do 4:45 leżała nieprzytomna, lekko oddychając. Kiedy wzięłam ją na kolana, ocknęła się, przybrała częściowo siedzącą pozycję i zaczęła jeść papkę…

Kiedy ja przygotowywałam się do wyjazdu do doc, mała zaczęła jeść siano. Powoli, bardzo delikatnie, biorąc do pyszczka malutkie źdźbła siana, jadła przez 30-45 min. do momentu, kiedy weszłyśmy do doc.

Podczas wizyty okazało się, że możemy wykluczyć wściekliznę – steryd przestaje działać, a temp. utrzymuje się na dość dobrym poziomie (przy wściekliznie jest gorączka)

Pojawiły się nowe objawy choroby – potwierdzające encephalitozoonozę – lekko przekrzywiona głowa – dopiero teraz mogą wychodzić rzeczy, które zaburzył steryd.

Wszystko to potwierdza ostry przebieg choroby i walczymy o to, aby przejść do stanu przewlekłego – najważniejsze jest to, żeby nie było ataków szału – praktycznie non stop trzeba ją obserwować i w przypadku ataku od razu podawać relanium – inaczej albo dojdzie do całkowitego obrzęku mózgu albo serce nie wytrzyma.

Nie pobraliśmy małej krwi, ponieważ jej żyły są tragiczne, a najmniejszy stres jest dla niej niebezpieczny – musi być max wyciszona, ma częściowo zakrytą klatkę. Po powrocie zablokowała się na 2-3 h, a potem szperała w sianku i ziołach, zaczęła samodzielnie jeść…(niesamowity widok…)
Teraz siedzi…po kilkudziesięciu godzinach sama – chwiejnie, ale utrzymuje się w pozycji siedzącej, jest bardzo spokojna, wyciszona, tak jak być powinna – to jest najważniejsze i to jest nasza szansa…

Przeraźliwie boję się kolejnych ataków, ale nadal jesteśmy w grze i po kolejnym kryzysie mamy min. przełom…- oby to był przełom, chociaż oboje z doc wiemy, że ataki mogą się pojawiać – im rzadziej, tym nasze szanse rosną na to, żeby ją ustabilizować (wyprowadzić ze stanu ostrego choroby).

Response code is 404

* * *

Kiedy w lipcu 2012 r. wyjeżdżałam na wakacje, mogłam powierzyć Fly tylko jednej osobie. Do dzisiaj pamiętam nasz – mój i Magdy lęk o Fly. O to jak zareaguje na taką zmianę i to poczucie, że życie Fly to mały cud, który miałyśmy w rękach.

Fly była z Magdą do dzisiaj. Była królikiem niezwykłym, wymagającym wyjątkowej opieki i wielu nieprzespanych nocy…Magda, nikt nie mógł jej dać lepszego domu : * Mam nadzieję, że wrzucisz raz jeszcze zdj. Fly z tego najlepszego dla niej w życiu okresu…

* * *

Fly odeszła dzisiaj około południa. Byłyśmy z nią do ostatniej chwili. Przez ostatnie kilkanaście godzin była pogrążona we śnie, tak jakby była już gdzieś daleko…Najprawdopodobniej doszło do obrzęku mózgu połączonego z obrzękiem mózgu i tym razem nie mogliśmy już nic zrobić…Nie mogłyśmy podjąć innej decyzji niż eutanazja. Nie było już szansy na to, że tak jak na początku, kiedy do nas trafiła, po prostu się wybudzi. Siedziałyśmy z nią dzisiaj 2-3 godziny zanim ostatecznie się poddała. Panie Doktorze dziękujemy za wszystko.

Zawdzięczamy Fly bardzo wiele. Mnóstwo wiedzy i doświadczenia, które na pewno jeszcze wiele raz okaże się bezcenne…Nawet jej śmierć była inna…Fly nauczyła nas tego, że musimy zawsze walczyć do końca i że wszystko jest możliwe, dlatego dopóki jest nadzieja, zawsze walczymy. Nie ma znaczenia odległość, czas, środki. Liczy się życie, a potem śmierć…dobra, spokojna śmierć bez bólu. Fly nie cierpiała.

Magda, Ty wiesz : *

* * *

Sarah McLachlan – Angel słuchając tej piosenki, pomyślałam, że powinna mieć na imię Fly…

Fly away from here

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Ola dziękuję…. :*

Dziękuję za to, że byłaś ze mną i z Fly zawsze gdy tego potrzebowałyśmy, że walczyłaś razem z nami wczoraj, dzisiaj, zawsze… Tak trudno jest opisać to co się czuje w takich chwilach, jak to jest gdy się nie śpi, nie je, gdy się rezygnuje z wielu swoich planów, aby walczyć…. aby walczyć o czyjeś życie…

Fly odeszła… nie umiem się z tym pogodzić. Ale wygrała życie, krótkie, ale spokojne i mam nadzieję, że szczęśliwe…

O historii Fly jak do nas trafiła, skąd, w jakim stanie – napisała Ola za co też dziękuję…. a ja chciałabym jeszcze przypomnieć jej krótką historię z pobytu u mnie, a była długo – prawie 1,5 roku…

Tak jak Ola napisała, bardzo się martwiłyśmy jak mała zniesie zmianę miejsca, wiedziałyśmy, że ze względu na zmiany w mózgu może być różnie… Ale mała mile nas zaskoczyła – Ola odpoczywała na wakacjach podczas gdy Fly… też odpoczywała, w Koronowie: 🙂

DSC00661

Szybko się zaaklimatyzowała, błyskawicznie wracała do formy co było prawdziwym cudem….

DSC00677

Była pełna życia, radosna, ciekawska….

DSC00684

Uwielbiała maliny….

DSC00725

Niestety tak świetnym zdrowiem nie cieszyłyśmy się długo, po kilku tygodniach nastąpił nawrót encephalitozoonozy… Wdrożyliśmy ponownie leczenie, mała na szczęście była już pełna sił i energii dlatego nawrót choroby nie zrobił na niej większego wrażenia 🙂 Wszystkie leki przyjmowała z przyjemnością i apetytem…. 😉

DSC00738

Po zakończeniu leczenia odetchnęłyśmy z ulgą, przebiegło bardzo sprawnie i gładko a co najważniejsze, wszelkie objawy minęły…. No ale z Fly jak to z Fly – nie było tak łatwo 😉

Objawy padaczkowe, takie jakie miała na samym początku gdy do nas trafiła, wróciły… ataki powtarzały się bardzo często – czasami nawet co kilka dni po kilka razy pod rząd…

Po ataku i po podaniu relanium mała zawsze odpływała…. a raczej odlatywała… 😉 I spała tak sobie długo i długo…

DSC01000

Wprowadziliśmy leki przeciwpadaczkowie, które zmniejszyły częstotliwość ataków do jednego na miesiąc – półtora miesiąca.

Razem z Fly przyzwyczaiłam się do nich… zawsze wiedziałam, kiedy się zbliżały, widziałam to po niej… praktycznie zawsze byłam przy niej… chociaż trudno było nie być jeśli ataki miała najczęściej o 4 nad ranem 😉 Zawijałam ją wtedy w kocyk, biegłam do kuchni do lodówki po relanium, przytulałam i czekałam, aż odpłynie… aż oddech się wyrówna, aż spokojnie zaśnie… Gdy się budziła, zawsze czekał na nią koperek albo coś równie dobrego:

DSC00920

I później na kolejny miesiąc wszystko wracało do normy….

DSC00838

Dalej robiła swoje niesamowite miny:

DSC00869

Leżała w dziwnych, zrelaksowanych pozycjach:

DSC01361

I tak mijał nam dzień za dniem…

Oprócz ataków padaczkowych niepokoiły nas jej nerwowe stany, czasami bez powodu potrafiła wpadać w szał, obłęd, potrafiła biegać po całej klatce, na dywanie i uderzać na oślep w kraty klatki lub w nogę od stołu… Dlatego wszystko wokół dla jej własnego bezpieczeństwa musiało być zabezpieczone, owinięte miękkim materiałem. Doktor Krawczyk tłumaczył to zachowanie zmianami w mózgu, które miała jak tylko trafiła pod naszą opiekę i które z każdym dniem mimowolnie się pogłębiały… w ostatnim czasie potrafiła wpaść w panikę na widok pietruszki…

Ale radziłyśmy sobie. Nauczyłyśmy się ze sobą żyć chociaż często nie było łatwo… Ja miałam i mam cały czas wyrzuty sumienia, że poświęcałam jej za mało czasu, za mało uwagi…. dlatego mimo wszystko cały czas szukałyśmy jej domu, w którym ktoś mógłby zaopiekować się nią tak jak na to zasługiwała… Ale nie doczekała się… mam tylko nadzieję, że mimo wszystko, mimo, że może mój dom nie był dla niej domem idealnym – był chociaż domem spokojnym, w którym mogła spokojnie spać, jeść ulubione warzywa i zioła, ulubione siano od Pana Roberta, które jako jedyna z wszystkich królików jakie przewinęły się przez mój dom zjadała do ostatniego źdźbła… Codziennie a nawet kilka razy dziennie miała zmieniany podkład – czego nienawidziła. Ale lubiła mieć czysto – zawsze wtedy wykładała się z nóżkami do tyłu i spała… potrafiła długo spać….

Ostatni atak miała 24 października. Przebiegał tradycyjnie… tak jak zawsze… no może z tym wyjątkiem, że był tym razem o 16…. Wyjątkowo w ten dzień byłam w domu…Nie wiem czemu postanowiłam zrobić jej zdjęcie tuż po…. To jest jej ostatnie zdjęcie….

DSC01733

Nic nie zapowiadało koszmaru, który zaczął się w niedzielę… z minuty na minutę… nawet w niedzielę rano zachowywała się tak jak co dzień…. żadnych objawów, byłam cały dzień w domu a nie dała mi żadnej wskazówki, że coś się zbliża…tylko od razu, tak nagle, ten oddech… to łapczywe łapanie powietrza, utrata równowagi, nie mogła się podnieść, niska temperatura… Całą noc przy niej byłam, udało się za pomocą leków wyrównać oddech – modliłam się, żeby wytrzymała do poniedziałku… Wytrzymała… o 4 nad ranem usiadła i patrzyła na mnie jak gdyby nigdy nic… Pomyślałam sobie, że jak doktor ją zobaczy w tak świetnej formie to pomyśli sobie, że jestem wariatką i co ja właściwie chcę od tego królika.

O 14 weszłyśmy do gabinetu… Fly rześka jak zwykle. Ugryzła doktora w palec. Oddech w porządku, serce w porządku, płuca, oskrzela – coś tam się dzieje, są lekkie zmiany ale tragedii nie ma. Zalecenie – do obserwacji, furosemid co 12 h, gentamycyna 1 raz dziennie. Cały dzień byłyśmy w Toruniu, wrócił jej apetyt, kryzys był zażegnany…. godzina 21… w ciągu 3 minut… zaczęła charczeć, z noska i pyska zaczął wyciekać jej płyn… Wylądowałyśmy u doktora –  w niczym nie przypominała tego królika, którego doktor widział o 14… obrzęk płuc, płyn w płucach, dostała leki dożylnie. Za pół godziny dostała silnego ataku padaczki… po podaniu relanium zasnęła…

Czekałyśmy… czekałyśmy z Olą na cud…. ale tym razem… się nie wydarzył….

Fly… moja maleńka, śliczna Fly… leć spokojnie za tęczowy most….

DSC01369

30 komentarzy

  • Odpowiedź Amanta 12 listopada 2017 at 18:51

    Prawie się popłakałam . Żegnaj Fly.

  • Odpowiedź wika 19 października 2015 at 18:54

    słuchaj ja terz miałam królika był śliczny był wyjątkowy był biały miał szare uszka i czarne oczka był grzeczny lizał mnie słuchał się nie tylko mnie ale Dejzik tak miał naimie miał i ma wielkie serce twoja Fly też i mój dejzik był kochany ale w nocy niechciał jeść nierobił bobków nielizał niegryzł klatki wiedziałam że coś jest nietak pobiegłam do weterynarza i dał jemu zastrzyk rozlóźniający mneła noc wrócił mój dejzik drugiego dnia w nocy to samo okazało się że ma wodną biegunke jedziemy do weterynarza niemiał siły się nawet przewrucić na druą strone było z niego już połowa dejzika w połowie drogi głośno pisnoł isie przewrucił tak zanim płakałam i do dziś płacze okazało się że ma wrzody ropne w środku ciała i ma nowotwur serce mi pękło jak tak pisną Dejzik do durza cząstka mnie ktura odeszła teraz kicają sobie za tęczowym mostem jak czytam ten wiersz o tęczowym moście to płacze mój dejzik nigdy niezapomne teraz on i fly czekają na nas kocham

    • Odpowiedź wika 22 października 2015 at 17:40

      smutno mi taka mała Fly

  • Odpowiedź A. 8 lutego 2015 at 00:08

    Miała w sobie coś niesamowitego. Już tyle czasu od jej odejścia, a kiedy wracam do tej historii, za każdym razem płaczę tak samo, jak tego dnia, gdy przeczytałam, że już jej nie ma. Była wyjątkowa. A tej radości w oczach, tego zdziwienia, jakie życie może być piękne, po prostu nie da się zapomnieć… Fly, będziesz na zawsze w moim sercu, a wspomnienie o Tobie nie zgaśnie we mnie nigdy. Byłaś małym, uszatym cudem uratowanym przez dziewczyny. Cieszę się, że dane było Ci choć kilkanaście miesięcy spokojnego, szczęśliwego i pełnego miłości życia…

  • Odpowiedź Urlop w Azylu – polecam! | torunskie-kroliki 3 listopada 2014 at 13:01

    […] miesiące, próbowałam ponownie odnaleźć informacje na temat Fly i odnalazłam wpis „Pustka”. Nie mogłam w to uwierzyć, że jej już nie ma… czytałam i łzy płynęły same. Od tego […]

  • Odpowiedź natalia 7 maja 2014 at 00:23

    Pamiętam historię Fly opisywaną na forum SPK. Później wyjechałam, nie mogłam śledzić go tak dokładnie i miałam tylko strzępy informacji nt. Fly. Dziś sobie o niej przypomniałam… Musiałam wiedzieć, jak potoczyły się jej losy, a uwierzcie, że na początku ciężko było mi znaleźć jakieś informacje… Aż trafiłam tutaj. I nie mogę przestać płakać… Biedna mała królinka dzięki Wam poznała czym jest 'dom'. Bardzo Wam współczuję jej straty, mogę sobie tylko wyobrazić, co czujecie, skoro ja – znająca historię tylko z Internetu – tak to przeżyłam.

    Dziewczyny, robicie świetną robotę, oby było więcej takich ludzi.

  • Odpowiedź Martyna & Toffi 5 stycznia 2014 at 21:38

    czytam…. i płacze…. widziałam tego maluszka na Waszej stronie do adopcji, pokochałam ją od pierwszego wejrzenia…. a teraz jej nie ma…. dostała dużo miłości i to jest najważniejsze, czuła się z Wami bezpiecznie, śpij maluszku i daj siłę swoim opiekunkom, by innym maluszkom niosły taką pomoc….

  • Odpowiedź Justynka24.10 30 października 2013 at 21:59

    Fly śliczna maleńka [*] 🙁 🙁 jak pięknie ja opisałyście, jakie piękne zdjęcia … z Wami była najszczęśliwszą królinką pod słońcem :*

  • Odpowiedź Camonka 30 października 2013 at 21:38

    Czytałam z łzami w oczach, słuchając piosenki „Angel” … [*]

  • Odpowiedź ing 30 października 2013 at 12:04

    Maly Uszaty Aniołku leć spokojna i zdrowa za Teczowy Most…bylaś i jesteś malym cudem, kochanym przez wielu i przez wielu opłakiwanym.
    Dziewczyny jesteśmy z Wami i dziękujemy za to co Fly od Was otrzymała.

  • Odpowiedź Gosia_evans7 30 października 2013 at 10:15

    Dziewczyny, bardzo mi przykro. Jesteśmy z Wami <3

  • Odpowiedź Agata 30 października 2013 at 09:27

    straszne, śledziłam losy Fly 🙁 pokochałam bardzo tego króliczka… kicaj malutki za Tęczowym Mostem :** Kochamy Cię :** Dziewczyny jesteście super, to co robicie jest nie do opisania, tyle dobrego. Dziękujemy…

  • Odpowiedź Dorota 30 października 2013 at 09:09

    Serce pęka z bólu :(((

  • Odpowiedź otka_a 30 października 2013 at 01:33

    Madziu, Olu, trzymajcie się.

    Fly… kicaj szczęśliwa za TM.

  • Odpowiedź Alina 30 października 2013 at 00:26

    Nie nie nie, dlaczego????? Dlaczego???? Nie mogę przestać płakać… 🙁 Ona tak bardzo zasługiwała na to nowe życie, które jej podarowałyście!!!!!!!! Jakie to wszystko okrutne i niesprawiedliwe, jak ja nienawidzę ludzi… Tych, co przyczynili się do jej stanu. Nie umiem wyjść z tego poczucia żalu… Brak mi słów…

  • Odpowiedź Miniaturka bez tajemnic 29 października 2013 at 23:38

    Dopiero doczytałam….tak strasznie mi przykro…to prawda odleciał mały cud 🙁
    Bądź szczęśliwa malutka ….

  • Odpowiedź polityka6 29 października 2013 at 23:13

    po prostu nie mogę uwierzyć, najpierw kochany Hugo teraz Ona, maleńka chudzinka Fly, życie jest strasznie niesprawiedliwe 🙁

  • Odpowiedź Magda 29 października 2013 at 22:33

    Chciałam dodać coś od siebie i we wpisie zrobionym przez Ole, na samym końcu pod zielonymi gwiazdkami dodałam parę słów i zdjęć…. Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa, za wsparcie, za maile, sms-y, za wpisy tutaj… Świadomość, że nie tylko my kochałyśmy Fly jest dla nas, dla niej…. niesamowicie ważna…. :*

  • Odpowiedź anka_u 29 października 2013 at 22:22

    To straszne, że odeszła. Ale to piękne, że zdążyła przeżyć rok otoczona opieką i dobrymi ludźmi. Lubiłam oglądać ją na zdjęciach – zawsze wydawała mi się radośnie zachłyśnięta nowym życiem. Nie ma znaczenia, że nie dostała od losu wielu lat życia – jest istotne, że ten uratowany okres był pełen miłości.

  • Odpowiedź anetkas 29 października 2013 at 22:03

    Nie mogę przestać płakać……… Kochane uszate serduszko, na tych zdjęciach widać też przemianę, jaką przeszła…….. Kicaj szczęśliwie za TM…….

  • Odpowiedź Marta 29 października 2013 at 21:44

    Nasze małe uszate serduszko 🙁

  • Odpowiedź Joac 29 października 2013 at 21:07

    Jeszcze jedna rzecz mi się nasunęła – jak zaryczana jak bóbr oglądałam zdjęcia Fly… Widać na tych zdjęciach, jak bardzo była kochana. I to jest ogromne pocieszenie…

  • Odpowiedź Joac 29 października 2013 at 20:59

    Brak mi słów 🙁 Pustka, rzeczywiście najprawdziwsza pustka 🙁
    Jestem wstrząśnięta Twoją, Olu, relacją, wyobrażeniem ogromu cierpienia, jakie musiałyście przeżyć – I Ty, i Magda – i Fly, choć króliczka była w najlepszych rękach i na pewno wszystko zrobiłyście, by nie cierpiała.
    To, ze Fly tyle była z Wami, to cud. Tak by się chciało, by cuda trwały dłużej…
    Olu, Madziu – ślę Wam mnóstwo ciepłych myśli i dziękuję :*

  • Odpowiedź Ania i Gizmo 29 października 2013 at 20:14

    Miałam dzisiaj problem z Gizmem, bardzo się bałam…ale myślałam, że z Fly wszystko w porządku…płaczemy razem.

  • Odpowiedź Graszka 29 października 2013 at 20:12

    Kicaj szczęśliwie za TM [*] Byłaś wyjątkową , dzielną dziewczynką.

  • Odpowiedź Solvieg 29 października 2013 at 20:03

    Przybyła na chwilkę, mały króliczy anioł, każdemu z nas podarowała coś wyjątkowego.
    Śpij spokojnie.

  • Odpowiedź KarolinaK 29 października 2013 at 20:01

    Kicaj zdrowa Maleńka ;( [*]

  • Odpowiedź oscarez 29 października 2013 at 19:59

    Odleciał mały cud 🙁

  • Odpowiedź Katarzyna 29 października 2013 at 19:57

    Goodbye, Fly…

  • Napisz komentarz

    *