Przypadki i historie

A u Magdy tak to się wszystko zaczęło…. i tak trwa do dziś :)

5 września 2013

W zasadzie gdybym chciała opisać całą swoją historię związaną z moją miłością do królików, która na przestrzeni lat przekształciła się w codzienną pracę i niemałe poświęcenie, musiałabym zrezygnować ze snu dzisiejszej nocy…. 😉 Ale może chociaż w większym skrócie uda mi się opowiedzieć jak to było i jak to wygląda dzisiaj…. 🙂

Przez mój dom, „przewinęło” się około 100 królików…. moich własnych w liczbie – 3 (Kubuś, Tosia i Grzybek) i cały ogrom tak zwanych „tymczasów”.

Zuzia, Zosia, Śnieżynka, Pocztówka, Alaska, Charlie, Boogie, Sylwek, Rysia, Basza, Pay, Pal, Espi, Repley, Speedy, Lukas, Bisia, Puszek, Aqua, Merlin, Negrito, Ajkju, Gizmo i wiele wiele innych cudownych, zdrowych, chorych, malutkich i tych już dorosłych, wyjątkowych uszatków.

Każdy z  nich miał swoją indywidualną, często smutną historię. Jeszcze kilka lat wcześniej nie przypuszczałam, że króliki w ogóle mogą mieć swoje historie….

Wiedziałam, że żaden z nich nie może u mnie pozostać na stałe, muszę mieć miejsce, czas i siły żeby pomagać kolejnym, które gdzieś tam na mnie czekają. Wiedziałam, że na świecie nie jestem tylko ja, że są też inni ludzie, którym mogę z czystym sumieniem powierzyć opiekę nad „moimi” wychowankami.

Prowadzenie adopcji to było moje codzienne zajęcie, bardzo trudne i odpowiedzialne, ale dzięki niemu poznałam mnóstwo cudownych ludzi, którzy dawali mi siłę i wiarę, że to co robię – ma sens. Gdy otrzymywałam kolejne zdjęcia z nowych domów, na których wcześniej skrzywdzone przez los króliki są nareszcie szczęśliwe, poczułam, że nie mogę przestać… i nie przestałam 🙂

Pojawiły się interwencje… kilkanaście interwencji rok po roku… w Bydgoszczy, Toruniu, Chojnicach, Inowrocławiu, pod Poznaniem, w Olsztynie, a ostatnio w Częstochowie.

Potrzebujących pomocy królików z roku na rok było i jest coraz więcej a co za tym idzie pojawiło się coraz więcej obowiązków, wyrzeczeń i coraz mniej czasu, który trzeba było przeorganizować tak, żeby niczego mimo wszystko nie zaniedbać. Króliki, praca, rodzina, czas dla siebie… Na wszystko musi się znaleźć miejsce – tylko wtedy to wszystko ma sens.

Pojawił się Azyl dla królików w Toruniu, który pozwolił mi uwierzyć, że siłą, wiarą, nadzieją i determinacją można osiągnąć wszystko czego się tylko zapragnie…. że można poznać na swojej drodze wspaniałe osoby, które pomogą zrealizować wszystkie plany i marzenia i które mimo wielu trudności życia codziennego po prostu są…. i będą 🙂

Każdy dzień jest niezwykle trudny, pracowity, pełen niespodzianek, pełen myśli i emocji… czasami też wątpliwości.

Ale codziennie trzeba wstać i walczyć… o kolejne życie, o kolejną historię…. Tak po prostu trzeba – po prostu warto….

Dzisiaj, pod opieką Fundacji „Azyl Dla Królików” z której powstania jestem szczególnie dumna bo dzięki niej poszerzyły się nasze możliwości ratowania jeszcze większej ilości królików – jest ok 120 uszatych stworzeń.

Niemal codziennie ten stan się zmienia, króliki przychodzą i odchodzą – na szczęście najczęściej do domów stałych i tymczasowych 😉 ale każdy z nich jest mi bardzo bliski i za każdego z nich już na zawsze będę czuć się odpowiedzialna.

Pod moją bezpośrednią tzw. tymczasową opieką jest w tej chwili Fly:

Fly3

Lunedi:

Lunedi1

Martedi:

martedi3

Podrzucony dzisiaj w bardzo złym stanie zdrowotnym ten przystojniak:DSC01706

Oraz mój osobisty i jedyny (nieadopcyjny 😉 Grzyb:

img8172b

Niestety z wyjątkiem Martediego wszyscy moi obecni lokatorzy nie domagają pod względem zdrowotnym…. Fly (wyrzucona z samochodu) ma padaczkę, która jest pozostałością Encephalitozoonozy, Lunedi (razem z Martedi pochodzi z interwencji z Piły)  zachorowała właśnie na Encephalitozoonozę, która w szczególności w jej wieku jest bardzo niebezpieczna 🙁 Mój Grzybek (zabrany 5 lat temu ze sklepu zoologicznego w bardzo ciężkim stanie) trafił kilka dni temu na ostry dyżur z niewydolnością krążeniowo-oddechową, ma powiększone serce i teraz walczymy, aby jego stan się unormował… a dzisiejszy uszatek został podobno znaleziony w czyimś ogrodzie, jutro zobaczy go weterynarz, ale bardzo źle oddycha, charczy, jest bardzo osowiały, oby nie było za późno żeby mu pomóc…. 

Postaram się na bieżąco informować o tym co u nas słychać… a tymczasem moja dzielna uszata piątka życzy spokojnych snów :* 🙂

 

 

 

 

11 komentarzy

  • Odpowiedź Denny 18 grudnia 2014 at 16:38

    I do trust all of the concewpts you have presented in your post.
    They’re very convincing and will certainly work.Still, the posts are too short for
    novices. Maay you please prolong them a bit from subsequent time?
    Thanks for the post.

    Here is mmy blog post :: leadership training (Denny)

  • Odpowiedź Eliz 6 września 2013 at 20:54

    tak mi przykro.. aż mnie w żoładku ścisnęło 🙁 jak bardzo On musiał cierpieć!! nawet nie mógł nic powiedzieć, poskarżyć się.. to takie, niesprawiedliwe!

  • Odpowiedź Joac 6 września 2013 at 20:52

    🙁 Poryczałam się, oczywiście.. Biedne maleństwo, musiał bardzo cierpieć 🙁 Jak dobrze, że przy nim byliście, głaskaliście i że odszedł kochany – tak jak piszesz – choć jeden dzień, najważniejszy…
    Człowiek czasem jest bezsilny i musi to przyjąć…
    Trzymajcie się, zrobiliście co w Waszej mocy…

  • Odpowiedź Magda 6 września 2013 at 20:27

    Dziękuję wszystkim za miłe słowa… Na pewno podczas kolejnych wpisów będą pojawiały się dalsze szczegóły o tym jak to było… i jak to jest… 🙂

    A dzisiaj niestety nie jest łatwo…. uszatek, przepiękny łaciaty chłopiec… który został mi wczoraj podrzucony…. bałam się, że tak się stanie… i stało się… odszedł… został dokładnie zbadany przez Konrada, płuca miał czyste, nie było nigdzie ropy, ale nie mógł oddychać.. był już mocno niedotleniony, nie miał siły się ruszyć… podaliśmy mu leki, miałam go zabrać na zdjęcie RTG, podłączyliśmy go pod kroplówkę… ale umarł… na moich kolanach…. głaskany przez Kasię, Martę, Olę… nie był sam…na szczęście nie był… nie jest łatwo patrzeć na śmierć tak niewinnego stworzenia, które na pewno chciało żyć…. Wczoraj rzucił się na jedzenie, ale nie potrafił przełykać…tylko łapczywie pił wodę…dzisiaj rano z jego przepięknych błękitnych oczu leciały łzy…. Tak bardzo musiał cierpieć….
    Sekcja wykazała nowotwór w jamie nosowej. Nie mogliśmy mu pomóc, mimo, że tak bardzo chcieliśmy…. Był cudownym, przepięknym uszatkiem, okrutnie potraktowanym przez swojego poprzedniego opiekuna, który po prostu go wyrzucił.
    Ale w moim sercu… i nie tylko moim pozostanie na zawsze i chociaż przez ten jeden dzień, był naprawdę kochany i na pewno nie zostanie zapomniany…

    Stachu historia mojego Grzybka (i jego imienia) jest dość ciekawa, kiedyś na pewno będę chciała zamieścić ją tutaj w całości a póki co, każdego kto chciałby poznać szczegóły zapraszam na forum SPK gdzie kilka lat temu założyłam wątek Grzybosława http://forum.kroliki.net/index.php/topic,4925.260.html 🙂 Niestety później nie miałam czasu żeby go kontynuować, ale mam plan aby to nadrobić. Dzisiaj Grzybek był na kontroli u Konrada i wszystko wraca do normy, ma jeszcze lekkie szmery w płucach, ale oddycha już bez problemu, wrócił mu apetyt i chęć brojenia 🙂

    Jeśli chodzi o Fly i Lunedi to dziewczyny czują się dość dobrze, mam nadzieję, że mimo choroby znajdą swoje nowe domy bo naprawdę na nie zasługują. Lunedi jest najsłodszą i najbardziej cierpliwą pacjentką – sama garnie się na ręce gdy zbliża się czas podania leków… 🙂 Właśnie… czas podać leki 😉
    A z kolei Fly jest idealna dla kogoś kto kocha króliki z konkretnym, zawadiackim charakterem – a wiem, że są takie osoby 😛

    Pozdrawiamy wszystkich :*

  • Odpowiedź Julian 6 września 2013 at 16:32

    Podziwiam odkąd Ciebie poznałam:) Dużooo sił i wytrwałości Madziu w opiece nad króliczkami 🙂

  • Odpowiedź Stachu 6 września 2013 at 11:42

    Podziwiamy! Trzymamy kciuki za dalsze powodzenie! 🙂

    PS. Czemu GRZYB? 😀

  • Odpowiedź Żaneta 6 września 2013 at 10:17

    Wytrwałości życzę, bo wiem że to nie łatwe zadanie. U mnie w szczycie było 5 króliczków z czego 3 jest moja własna, wiem ile to pracy wymaga a do tego jeśli dojdą problemy ze zdrówkiem to jest co robić, pozdrowienia dla uszoli, w szczególności dla Fly która podbiła nie jedno serce 🙂

  • Odpowiedź Kinia 6 września 2013 at 07:21

    Super post 😉 Oby było coraz więcej takich ludzi kochających uszaki. 😉 dużo zdrowia życzę uszatej piątce i uszatym z Azylu 😉 trzymam kciuki 😉

  • Odpowiedź Joac 6 września 2013 at 07:16

    Ja też jestem pod wrażeniem, Madziu, i wiesz, że Wam kibicuję! Jak fajnie zobaczyć Fly i biedniutką Lunedi :*
    Trzymam kciuki za tego biedaka z ogrodu…

  • Odpowiedź Iza 6 września 2013 at 05:15

    Przeczytałam i jestem pod wrażeniem….

  • Napisz komentarz

    *